czwartek, 30 lipca 2015

Ekspresowo dla nowonarodzonego...

...a raczej jego rodziców ;) od całej grupy przyszywanych cioć :)
Malutki Karolek na świat przyszedł w niedzielę wieczorem... szybka reakcja cioć (ja też do nich należę;))- wysyłamy paczuszkę z wyprawką, no i jak mogłam nie zaproponować karteczki? no jak? Powiem Wam, że tworzyłam ją z wielką przyjemnością... cały poniedziałkowy dzień w głowie układałam sobie plany, które "w łeb wzięły", bo Matusia postanowiła, że tak szybko spać nie pójdzie. Czasu mało, bo karteczka już we wtorek musiała zostać wysłana, czyli jeden króciutki wieczorek. Dobrze, że za dnia w chwili wolnego postanowiłam już coś na komputerze przygotować..
Metryczkę pożyczyłam od Weroniki z bloga Werciakol Mój Kolorowy Świat
No i powstała, dzisiaj dotarła razem z paczuszką do rodziców maluszka, więc mogę spokojnie karteczkę pokazać :)










Wow, dziesiąty post w tym miesiącu, pobiłam swój rekord w tym roku, lepszy był tylko grudzień ;)
Pozdrawiam Was serdecznie i do "zobaczenia" wkrótce. Już zdradzę, że kolejna jeszcze bardziej ekspresowa karteczka czeka na publikację ;)






wtorek, 28 lipca 2015

Urodzinowa kapeluszowa niespodzianka ;)

Witam Was serdecznie :)
Czekam i koczuję aż ta moja młodsza łobuziara zaśnie... oj, niedoczekanie, pewnie zdążę posta napisać a ona dalej będzie wariować :P
Ale do rzeczy ;)
Nie byłoby wszystkiego, gdyby solenizantka w jednym z ostatnich wpisów nie przyznała się, że wkrótce ma urodziny, na dodatek bierze udział w wymiance urodzinowej u Hubki, a ja jakiś czas temu dostałam od niej paczuszkę  z pajęczyną i kawusiową serwetkę niespodziankę :) Tym sposobem zdobyłam adres i bardzo się z tego ucieszyłam, bo Danusię (tak, to o niej mowa) bardzo polubiłam.
Efekt końcowy można już zobaczyć na blogu Danusi, ale ja Wam przybliżę moje "dzieło" dokładniej ;)
Jak tylko przeczytałam, że zbliżają się urodziny - migiem do Hubki do urodzinowo-wymiankowego posta i znalazłam. Czasu mało, ale stwierdziłam, że coś tam na szybciocha pokombinuję. No przecież nie byłabym sobą ;) Po głowie chodził mi jakiś mały decu przybornik, ale pudełeczka się skończyły. A potem pomyślałam, że skoro Danusia tak pięknie haftuje, to może przydałby się nowy igielnik... tylko jaki...? Jako, że czasu mało, musiał być prosty... Zostawiłam sobie rozmyślanie na kolejny dzień a wieczorem postanowiłam się pobawić czymś nowym i tak powstały moje pierwsze husking kwiatki. Ciekawie się je robiło, pewnie jeszcze nie raz do tej metody wrócę.
Kombinowałam, kombinowałam i przypomniało mi się, jak to w pierwszych klasach podstawówki robiliśmy na ZPT (pamiętacie taki przedmiot?) igielniki dla babć w kształcie kapeluszy. Kartonik w kształcie koła obszyty materiałem a góra (miękka na igiełki) wypchana watą. Dla zakrycia ściegu - przewiązany wstążką. I tak postanowiłam wrócić do młodzieńczych lat i spróbować jeszcze raz. Efekt chyba lepszy ;) Wykorzystałam czarny i biały filc i wypełnienie do maskotek. Obwiązałam brązową satynową wstążką. Kwiatki, które zrobiłam wcześniej wydały mi się za duże na kartkę i stwierdziłam, że dodałyby kapeluszowi uroku. I tu się nie pomyliłam, bo wyszedł mi romantyczny kwiecisty kapelusik (tak mi się przynajmniej zdaje ;))
Z resztą same zobaczcie:









Ale co by to był za prezent bez karteczki?
I tu znowu odezwała się moja zwariowana natura ;) Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby kartką nawiązać do prezentu, czyli po prostu zrobić komplecik. Od razu wiedziałam, że na kartce musi znaleźć się kapelusz. Ale jak? skąd? kurcze widziałam fajowy wykrojnik na bazarku, ale pewnie dawno już sprzedany, a w dodatku przecież czasu nie ma. Samej narysować i wyciąć, o nie, nie, to nie dla mnie...paski? O tak! Chwilkę pomyślałam i zabrałam się do pracy... i tak powstała quillingowa (prawie) kopia filcowego kapelusza. A dlaczego prawie? bo po pierwsze dużo mniejszy a po drugie podekscytowana tym jak wyszedł, kwiatuszki przykleiłam nie po tej stronie :/ Cóż, zdarza się, już tego nie poprawiałam w obawie, że zniszczę całość.
Gotowy prezentował się w ten sposób:





Wkomponowałam go w kartkę, na której pojawiła się także satynowa wstążka, taka sama jak w filcowym kapeluszu.







I jeszcze fotki całości:








Jeszcze pochwalę się jakiego to "gościa" mieliśmy ostatnio u nas. Łaziło to dwa dni nam po suficie, a my myśleliśmy, że to coś latające, bo sufit prawie 3m nad ziemią. Dopiero jak myłam okna i wlazłam na drabinę, to od razu cyknęłam mu fotki ;) Potem mąż grzecznie to coś wyprosił. Nati, Ty obeznana, więc pewnie wiesz...odgłosów to żadnych nie wydawało... Zdjęcia nie są pierwszej jakości, ale ciężko na pełnym zbliżeniu z wyciągniętą ręką ;)







Tyle na dzisiaj, miłego wieczoru Wam życzę :)
Do następnego razu, paaaaaa


piątek, 24 lipca 2015

Kolejny miszmasz, czyli podziekowań ciąg dalszy

To już ostatnia z cyklu zaległych prac. I już tłumaczę skąd tytuł posta.
Poprzednim razem wspominałam, o tym, że dla wychowawczyni Weroniki oprócz "ramkowego" podziękowania powstało coś jeszcze.
Dowiedziałam się, że w przyszłym roku szkolnym grupą mojej Werci będzie zajmowała się inna Pani, więc stwierdziłyśmy z innymi mamami, że wypadałoby jakąś drobnostkę jeszcze na pamiątkę podarować. Czasu już na cuda nie było, bo prawie koniec roku, więc pogrzebałam w moich skarbach i wydumałam co poczynić.
Pomyślałam, że chyba każda nauczycielka posiada w pracy całą masę długopisów i innych tym podobnych, więc stwierdziłam, że zrobię pudełko na takie właśnie przydasie.
Wygrzebałam plastikowe pudełko po ferrero. Pomalowałam białą akrylową farbą (znowu bez papieru ściernego, bo nie miałam kiedy się zaopatrzyć), wybrałam serwetkę i zabrałam się do pracy. W międzyczasie totalnie spaprałam, próba zdarcia serwetki skończyła się zdarciem sporego kawałka farby. Kolejne malowanie i w końcu jako tako udało się okleić. Trochę nierówności wyszło... ach te wszystkie zaokrąglenia na pudełku... podziwiam Was dziewczyny, co kleją okrągłości bez problemu...

W końcu się udało... ale takie "łyse" jakieś mi było. Wygrzebałam ramkę ze Snip-Artu i uzupełniłam kwiatuszkami ( i stąd miszmasz, bo znowu pomieszałam decu z quillingiem i jeszcze tekturkową ramką :) )

Środek wykleiłam grubszym filcem i wstawiłam małą dedykację:



















No i jak Wam się mój kolejny miszmasz podoba? ;)

Zmykam, do następnego razu, paaaa

wtorek, 21 lipca 2015

Podziękowania dla nauczycielek

Wiem... już prawie połowa wakacji, ale jakoś wcześniej okazji nie było ;)

Na koniec roku szkolnego powstały podziękowania od grupy mojej Weroniki.
Specjalnie na moją prośbę Marta ze Snip-Artu wprowadziła do asortymentu shadow-boxy 20x20. W rogach przykleiłam napis "Dziękujemy". Jako, że podziękowania od grupy Biedronek, nie mogło zabraknąć tych sympatycznych stworzeń.
Wybaczcie, upał, weny nie mam, pokazuje od razu i uwaga, bo podziękowania cztery więc i zdjęć dużo. W kolejce jeszcze czeka prezent dla wychowawczyni, ale stwierdziłam, że następnym razem, bo za dużo by tego na jeden raz było :)




















To tyle na dzisiaj, do "zobaczenia" wkrótce :)
Edit 22.07: no widzicie, upał doskwierał, mózgownica na zwolnionych obrotach. Zapomniałam dodać, że biedronki wg przepisu Elizy z moimi maciupkimi modyfikacjami ;)

niedziela, 19 lipca 2015

Morskie opowieści...?

Witam Was... znowu... tak zwariowałam (wczoraj dopiero pisałam,a dzisiaj kolejny post) ale korzystam z wolnego popołudnia ;) Poza tym już obiecałam Marcie, że się postaram zdążyć coś zrobić ;) Jak pewnie część obserwatorek Marty zauważyła w Essach pierwsze wyzwanie - temat: morskie opowieści. Tak - pomyślałam - ja i morze... no uwielbiam... przebywać - ale jakoś nie miałam serca do morskich prac. Ba! Nawet papierów morskich nie mam, bo skoro mnie nie kręcą za bardzo...  jakby się zastanowić, to na sumieniu mam jedną pracę związaną z wodą... pamiętacie świąteczny konkurs Marty na pierogową rybkę i mojego czerwonego Franca? :) Tyle, że Franc był w pełni jadalny, koło papieru ani nie leżał.

Przypomniało mi się, że mam fajowe foty z zeszłych wakacji i jeden arkusz papieru pasujący do tematu (dostałam od dziewczyny, od której kupowałam BS). Trochę pomyślałam, podrukowałam i zabrałam się do roboty... jak będę miała doła, że w tym roku morza nie zobaczę, to się napatrzę na moim "dziele" ;) Ale po kolei, bo miały być morskie opowieści:

Wśród morza fal, drewniany pokład, na pokładzie młodzieniec - marynarzyk z druhami - papugą i kotem. W oddali widać brzeg. Na piaszczystej plaży wśród mew stoi dziewczyna (tak na fotce jestem ja, czyli w rzeczywistości już nie dziewczyna, ale to się wytnie :P) tęskno wpatrzona w błękit fal...
Już niedługo, jeszcze trochę... złowiona przez młodzieńca złota rybka spełni ich marzenia....

















Tak, wiem, opowiastka króciutka (już kiedyś pisałam jaki to ze mnie umysł ścisły ;)) i w dodatku zasypałam Was fotkami, ale jak zwykle nie mogłam się zdecydować. I tak już kilka wywaliłam ;)

Pracę oczywiście zgłaszam do essowego wyzwania:

http://essy-floresy.blogspot.com/2015/07/wyzwanie-nr-1.html






A, muszę się jeszcze przyznać, że pierwszy raz odważyłam się cosik potargać ;)


A podziękowania dla nauczycielek nadal czekają na swój wielki moment, ciekawe, czy zdążę przed końcem wakacji :D

Idę nakarmić essowego żabolka i pozdrawiam niedzielnie :)