piątek, 23 stycznia 2015

Krótko urodzinowo

Witam Was serdecznie. Bardzo się cieszę, że Was tu u mnie przybywa :) Dziękuję :)
I dziękuję z Wasze komentarze pod postem o Elsie. Na prawdę serce rośnie jak je czytam :)

Trochę się też u mnie pozmieniało ;) Przy okazji zmiany tytułowego banerka stwierdziłam, że jakoś tak mi się nie widzi ;)

Trochę się jeszcze na początku pożalę. Ach... męczący i nerwowy dzień za mną. Powinnam w tej chwili odpoczywać po podróży i od codzienności w Londynie, a tymczasem siedzę w domu. Wkurzona i z obolałą jeszcze głową. Po 10 rano mieliśmy wylatywać i co? o 10.15 dowiadujemy się, że opóźniony o 20 minut. Potem, że opóźniony i tak co pół godziny informacja, że nadal opóźniony. Z dwójką nudzących się już dzieciaków... uhhh... ale najbardziej dobijający brak jakiejkolwiek informacji co sie dzieje. Na flight radarze (można sobie pośledzić samoloty w powietrzu) widać, że nasz samolot krąży. Dopiero jakimś serwisie informacyjnym sami wyszukaliśmy przyczyny. W końcu po godzinie 13 dowiadujemy się, że lot odwołali :( Zdenerwowanie sięgnęło zenitu, ja ciut odetchnęłam, bo kończyły mi się już pampersy dla Matusi. Ale co dalej? Kolejka do biura, żeby przebookować lot długa na dobre 3 godziny stania...  dowiedzieliśmy się, że z dzieckiem bez kolejki... ufff. Startujemy jutro o 6 rano, czyli kolejna zarwana nocka. Dzisiejsza wyprawa przypłacona straconymi nerwami, bólem głowy i kompletnym moim zgonem popołudniu (nawet nie wiem kiedy odpłynęłam). Mam nadzieję, że jutro już bez przygód...

A teraz się Wam pochwalę co ostatnio poczyniłam. Jak to zwykle u mnie, ostatnio wszystko w expresowym tempie. Więc pewnego wieczoru (bodajże ze środy na czwartek) powstała urodzinowa karteczka. Po raz pierwszy pracowałam z cieniowanymi paskami.

 A efekty same oceńcie :) Tylko bądźcie łaskawe ;)













I jak Wam się podoba?

Dziękuję za pozostawienie śladu w postaci komentarza :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Karnawałowa Elsa

Witam Was moje kochane. Udało mi się wyrobić z czasem chociaż rzutem na taśmę.

Już tłumaczę o co chodzi :)

Wiecie, że mam przedszkolaczkę w domu. No i w karnawale w przedszkolach bywają bale przebierańców. Pytam więc moje dziecię za kogo chce się przebrać. Przeczuwałam, że będzie to coś w stylu jej ulubionej Minnie, Dzwoneczka... ale nie... moje dzieciątko kochane postanowiło być Elsą z Krainy Lodu. Te, które widziały tę przepiękną bajkę wiedza o kogo chodzi, tym, które nie oglądały gorąco polecam :)
 Jakiś czas później pytam jeszcze raz - odpowiedź nadal taka sama. Cóż, gotowy strój w sklepie kosztuje majątek. Na jedno wyjście? O nie! Matka ułożyła se już w głowie plan. W końcu kupiła materiały i inne przydaśki i zabrała się do roboty.

W tym miejscu pragnę podziękować mojej mamie. Dziękuję za pomoc przy ogarnianiu wykrojów i wszelkie porady jak się za to cudo zabrać.
Chciałam Wam zaznaczyć, że do tej pory maszyny używałam jedynie do szycia firan, czy zasłonek a ciuszki, to zdarzyło mi sie ręcznie dla lalki zrobić, a to też rzadko. Więc mamy premierę. Mój pierwszy strój i to od razu sukienka. Nieskromnie stwierdzam, że całkiem niezła wyszła ;)

Ale co ja będę tu gadać, pokazuję ;)



 Na górze sukienki przykleiłam aplikacje - śnieżynki. Miejsce szycia przewiązałam niebieską wstążką
Miały być falbanki przy rękawkach, wyszły skrzydełka, ale królewna stwierdziła, że są super i takie właśnie chce ( a ja już chciałam je pruć hihi)


 Do organzy w "spódnicy" poprzyczepiałam białe cekinowe gwiazdki


 A z przodu na środku powstała duża cekinowa śnieżynka








Co to za królewna bez korony? Więc pozostało jeszcze pomyśleć o odpowiednim przyozdobieniu głowy. Dzisiaj ją skończyłam ;) Owinięta satynową błękitną wstążką i przyozdobiona quillingowymi śnieżynkami



Nie byłabym sobą gdybym nie pokombinowała więcej. I tak powstały jeszcze kolczyki i naszyjnik do kompletu. Tak, wszystko z papieru:






A teraz uwaga! Królewna Elsa -Weronika w pełniej okazałości ;)









I jeszcze niespodzianka - dowód - matka pracująca (w bardzo niewyjściowym outficie :P)






Jako, że u Danusi styczeń mamy w odcieniach niebieskiego, zgłaszam moje "dzieło" do zabawy.

Kolorki u Danutki

A teraz zmykam porzucić Elsę żabce na pożarcie i mam nadzieję, że się nie udławi ;)

Z góry dziękuję za komentarze

Pozdrawiam

czwartek, 15 stycznia 2015

Konkursowy box dla prababci

Witam Was
Zanim o boxie, chciałam podziękować Danutce za cudne przydaśki :) Jak pewnie kochana zauważysz, już skorzystałam z cudnie zielonej wstążki. No spasowała mi idealnie :)

No i zostałam dumną posiadaczką zawieszek z zimnej porcelany. Jakie delikatne i leciutkie...

Dziękuję :)


Sklep, w którym czasem się zaopatruję zorganizował wyzwanie na najfajniejszy prezent na dzień babci i dziadka. No i postanowiłam zrobić sobie przerwę w walce z niebieskościami i przyspieszyć kartkę dla prababci. W dodatku trochę mój pomysł zwykłej kartki podrasowałam i powstał box. Wykorzystałam mojego quillingowego storczyka, dorobiłam gałązkę i dwa pączki. Drągal wylądował na dnie. Dodałam jeszcze fotkę moich dziewczynek. Babcia zawsze się cieszy z nowych zdjęć i opowiada jak to się nimi koleżankom chwali :) Do tego kwiatki w technice 3D.  Danusiowa wstążka ozdobiła boxa z zewnątrz.

Z resztą, co ja będę pisać, same zobaczcie ;)








Wybaczcie jakość zdjęć, lampa kurcze coś za słaba chyba. Już zgłosiłam, że przydałyby się dwie porządne żarówy ;)



A może same zechcecie wziąć udział :)

https://www.facebook.com/creativehobby?fref=nf

Za klik lubie to pod moim zdjęciem będę wdzięczna ;) ale wiadomo, nic na siłę ;)

Pozdrawiam serdecznie

sobota, 3 stycznia 2015

Ostanie już świąteczne i karteczka urodzinowa :)

Wiem, wiem, że wszystkim się już świąteczne przejadło, ale nie pokazałam jeszcze ostatniego kompletu jaki u mnie powstał jakiś czas temu :)

Zła trochę jestem na siebie, bo chciałam idealnie, a wyszło... jak to zawsze w moim przypadku, czyli jak robię na łapu capu, to wszystko równiutkie i cacy. Jak się staram i cuduję, to potem krzywizny mi wychodzą :/ Czasu mało, więc i na poprawki szans nie było. Poprawiłam ile się dało...

Nie będę więcej już truć, tylko pokazuję od razu:



















A przy okazji powstał jeszcze malutki kwiatuszek w sam raz na kartkę ;)






Poczyniłam jeszcze kartkę urodzinkową. W zasadzie, to na roczek, ale czasu jak zwykle małoo (ehh, dzisiaj prace średnio udane, ale takie też czasem wychodzą, a ja początkująca w kartkach, więc wybaczcie ;)). Ale, misiaka ( 3D) chciałam Wam pokazać :) Radochę miałam jak go kleiłam, jak dziecko normalnie ;)













I jeszcze się Wam pochwalę jaka to "zdolna", zakręcona kucharka ze mnie. Chciałam umyć michę z zakwasu, więc przełożyłam go do słoika zaraz po karmieniu. Przykryłam papierowym ręcznikiem i zabezpieczyłam gumką. A po godzinie zastałam taki widok:





A to jeszcze nie koniec, teraz, to już całkiem wygląda...
Tak, mądra niesłychanie jestem ;) zamiast wziąć większy słoik...

Młodsza zaś zwiewa z łóżka zamiast spać, więc kończyć już muszę ;)

Pozdrawiam Was cieplutko:)


piątek, 2 stycznia 2015

Food Horror Story, czyli jak to Francowi ogon urwało...

Opowieść będzie krótka, bom słaba pisarka, zmysł techniczny, czyli krótko i węzłowato ;)

Pewnego wieczora powstała sobie pierogowa rybcia... bladziucha, bezimienna... Zagadałam do niej... To nie rybcia, tylko rybek... Skarżył się strasznie, że taki blady i surowy... Pomyślałam, pogłówkowałam i przypomniałam sobie gdzie trzymam barwniki spożywcze. Oczka zabarwiłam na czarno, ciałko obsmarowałam na czerwono... Zagotowałam osoloną wodę... Pozostało jedynie nadać rybciowi imię - "Franc będzie Ci na imię"

Szczęśliwy Franc stęskniony wody (w końcu rybciem jest, czyli pływać uwielbia) wylądował w garnku. Wnętrze garnka wypełniła truskawkowa czerwień... Ale cóż to? Skarży się rybek, że ogonek uwiera i boli... jakoś dziwnie się podwinął... "Poczekaj zaraz go poprawię"... wielgachna łycha cedzakowa ląduje w garnku... "Już, cierpliwości, powolutku...o... już prawie..." Aaaaaaaaa!!!Nie!!! Jak to się mogło stać?! Rybek pływa i płacze a ogon dryfuje osobno...

Sprawdzam, czy da się coś zrobić, ale ciasto już ugotowane i nie chce się skleić... Franc musiał pogodzić się ze swoją stratą, został rybkiem bez ogona...

Ale, przynajmniej do sesji mu go przymocowałam :)

Przedstawiam Wam bohatera historyjki. Poznajcie Franca :)













Mój bidulek






Pierogowy Franc powstał specjalnie na zabawę u Marty, przy okazji przygotowywania obiadu (pierogów) :)


http://inspiracjemarty.blogspot.com/2014/12/zabawa-w-rybke.html



A teraz jeszcze przyznam się, skąd akurat kolor i imię rybki. Przedstawiam Wam naszego domowego pupilka :)





Poznajcie prawdziwego Franca. Oryginał całe szczęście ogon ma na miejscu. Choć ostatnio nieźle wyszkubany przez glonojada. Tak se razem żyją w jednym akwarium i co jakiś czas jeden drugiemu dokuczy ;)

Pozdrawiam Was cieplutko :)