piątek, 28 sierpnia 2015

Ciężkostrawna brzoskwinka

Oj taak, ciężko, ciężko...
Szczerze, to chyba najgorszy mój debiut, cóż takie też się zdarzają, nie?

Ale od początku. Nazbierało mi się trochę Waszych adresów... noo kilka ich jest. Wszystkie mam albo w telefonie, albo na karteczkach w portfelu, a takie, wiadomo, łatwo zgubić. Stwierdziłam więc, że przyszedł czas na adresownik. Kupiłam zeszyt z grubą okładką i zabrałam się do roboty. Najpierw papier ścierny, bo śliskie to okropnie było. Potem całą okładkę wysmarowałam szarą farbą akrylową. Delikatnie spryskałam mgiełkami. Grzbiet zeszytu pomalowałam pomarańczową (brzoskwiniowym odcieniem - tak mi się przynajmniej zdaje) farbą. Potem przyszedł czas na maskę w gwiazdki i znowu pomarańczową farbę. Z przodu do farby dodałam magiczny proszek dostępny w essach (ten od serduszek z poprzedniego posta), tylko dałam go trochę za mało i gwiazdki się z lekka "rozjechały". Na pomarańczowo pomalowałam też piankowe kolorowe literki (nie przypuszczałam, że pianka aż tak "pije" akrylową farbę ;)). Potem przykleiłam kawałek takiej zdobycznej płóciennej wstążki, kawałki gazy opatrunkowej i zaciapałam wszystko, oczywiście pomarańczem ;) Kilka kwiatków dla kontrastu i stwierdziłam, że gotowe. Trochę w sumie mi mało tej brzoskwinki, ale cichą nadzieję mam, że szefowa przyjmie, a Stefan niestrawności nie dostanie ;)

To zaczynamy od banerka

http://danutka38.blogspot.com/2015/08/nowa-odsona-cyklicznych-kolorkow-u.html

A teraz to moje dzieło "cudowne" ;) Dobrze, że to z przeznaczeniem na własny użytek ;)

Ok, dobrze siedzicie?

Uwaga...

Oto i on... ;)

A nie, najpierw przełknijcie, jeżeli coś akurat konsumujecie (w trosce o wasze ekrany i klawiatury) ;)


Już...?

Na pewno...?


Dobra, skoro siedzicie i buźki puste:






Ostrzegałam, że ciężkostrawne ;)
Zapomniałam jeszcze. Za brzoskwiniami nie przepadam. Denerwują mnie te "ciciate" skórki. Za to mam ulubioną brzoskwiniową maxi spódnicę i sukienkę :)

Tyle na dzisiaj. Żołądek znów dokucza :/
Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego razu.
Paaa :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Miłość...

Witam Was serdecznie :)

tak szczerze miałam zamiar stworzyć coś w tym stylu w okolicach połowy września, ale jakoś tak stwierdziłam, że znowu upiekę dwie pieczenie i zgłoszę moje dzieło na bieżące essowe wyzwanie.

Najpierw trochę skąd tematyka i dlaczego w połowie września. Oprócz tego, że bywam zwariowana, bywam też i sentymentalna, a my z mężulkiem dokładnie 16-go września będziemy obchodzić kolejną rocznicę ślubu. Więc, sentymentalnie, postanowiłam uczcić ten dzień pamiątkowym zdjęciem. Stąd też tytuł dzisiejszego posta.
Mąż patrzy teraz na gotowe i twierdzi, że się przyzwyczaić nie może, bo to zdjęcie takie malutkie... ehhh... cóż wytłumaczyłam, że na scrapowej sztuce się nie zna i tyle ;)

Teraz o technice. Temat najnowszego wyzwania brzmi "skazani na dziurkacze", czyli wykrojniki, tekturki, wszelkiego rodzaju gotowce zakazane. Dobrze, że zapas dziurkaczy sprzed czasu BS posiadam niemały. Choć w sumie użyłam tylko brzegowego, dwóch rozmiarów serduszek i kwiatuszka.

Ale, po kolei. Zaczęłam od arkusza LemonCraft Dom Róż. Poukładałam na nim powycinane serduszka i spryskałam złotą mgiełką. Serduszka w sumie nie bardzo rzucają się w oczy, delikatnie prysnęłam jeszcze czerwoną. Potem ze skrawków powstałych po dziurkaczach zrobiłam sobie mini maski i za pomocą magicznego proszku (dostępnego w essach-floresach o tutaj) i białej akrylowej farby (powstało coś na kształt pasty) porobiłam serduszka. Białe jakoś mi się nie podobały, więc maznęłam je lekko czerwonym cieniem. Efekt nadal nie był zadowalający, w końcu na serduszkach wylądowały mikrokuleczki (tutaj). Ehhh, że też mam tylko jeden kolor, no ale w końcu kupiłam je na próbę ;) Posypałam jeszcze tu i tam kuleczkami, ale już tym razem bez "maski" - powstały "kuleczkowe plamy".  Znalazłam kawałek kolejnego arkusza, podobnego do tego bazowego, odpowiednio przycięłam, potem potraktowałam brzegowym dziurkaczem. Pomazałam mazakiem do embossingu i posypałam holograficznym pudrem (o grzaniu chyba nie muszę pisać ;)). I znowu to zrobiłam, potargałam kolejne zdjęcie (Aniu, uspokajam, wywołane specjalnie do tej pracy, z myślą o tym, że prawdopodobnie zostanie potraktowane w ten sposób). "Stempel" z arkusza Magicznej Kartki.
A kwiatki? z resztek mniejszego arkusza. Wycinałam większe i mniejsze serduszka (powstało coś na kształt prymulek Doroty od kota, tylko ja ich nie myłam i nie traktowałam widelcem, po prostu zostawiłam takie sztywne) i sklejałam po cztery, trzy w formę kwiatka. Najmniejsze powstały z dziurkacza w kształcie stokrotki. Wszystkim środki zabarwiłam złotą akrylową farbą dostępną jeszcze niedawno w Lidlu. A to czerwone imitujące liście wycięłam sama z tego, co mi jeszcze zostało i prysnęłam mgiełką.

To się rozpisałam. Naczytałyście się a pracy nie widać ;)
Już pokazuję :)










I jeszcze banerek wyzwania


Kończę już dzisiaj, do następnego razu, pa :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ślubnie...

Witam Was nocną porą...
dzisiaj będzie dużo oglądania, bo ja znowu zdecydować się nie mogłam... ;)

Zostałam poproszona o zrobienie czegoś na ślub. Stanęło na boxie, ale, uwaga, najlepsze, że na wykonanie całe 3 dni (w moim przypadku wieczory). Od razu miałam już zarys w głowie i oczywiście, jakże by inaczej, trochę mnie poniosło... musiałam podganiać pracę w dzień...

Założenie, ma być delikatnie, więc zanurkowałam w te moje papiery (na zakupy czegokolwiek czasu przecież nie było - dobrze mieć zapasy ;)) Znalazłam żółto-kremowe papiery z Galerii Papieru bodajże Świeżo Malowane II, ale głowy se nie dam uciąć, po prostu już nie pamiętam...
Zależało mi, żeby było wyjątkowo, więc jako ozdobę, postawiłam na quilling.

Na niektórych zdjęciach brakuje perełek, a to dlatego, że na pomysł ich przyklejenia wpadłam w trakcie sesji i to była taka "kropka nad i" ;)








A teraz pora na gwóźdź programu, czyli środek. Nie chciałam środka na płasko, bo skoro box, to musi być coś w 3D, przynajmniej ja tak lubię, pozostało tylko pomyśleć, co... No i wymyśliłam... z kawałków papierów posklejałam torcik, taki dwupiętrowy, żeby za bardzo nie szaleć (haha). I tak otrzymałam śnieżnobiałego papierowego torcika. Przewracałam go w łapkach, a pomysły się kłębiły... w końcu dorwałam dwie z moich trzech (ogromne zapasy hehe) mgiełek i wylądowałam z torcikiem na balkonie  pięknie się potem błyszczał, balkon oczywiście ;)). Spryskałam najpierw delikatnie perłową czerwoną (prawie różową) mgiełką a potem już trochę bardziej - złotą. I otrzymałam torcik w ciapki... Jako, że zakochałam się w mikrokuleczkach (o czym pisałam już w poprzednim poście), wylądowały też na torciku, potem jeszcze tylko perełki w płynie. Mimo tylu ozdób, nadal wydawał mi się jakiś taki biedny... No i jak myślicie, co ta zwariowana mamuśka postanowiła? Ano, złapała za igłę i paseczki i ukręciła z 0.5 cm złotych pasków dwie obrączki. Wylądowały na czubku, ale dalej mi było mało, więc pojawiła się i wstążeczka, a potem jeszcze kwiatuszki i zawijaski. W końcu, po tylu "zabiegach", stwierdziłam, że efekt jest zadowalający. Pozostało przytwierdzić go do boxa i wydrukować teksty. Ale jak to tak, taki "wypaśny" torcik i zwykły biały papier? No nie może być... Szybko zrobiłam sobie taki idealnie pasujący. A jak? Bardzo prosto... Wzięłam kartkę bloku technicznego i znowu wylazłam na balkon ze złotą mgiełką... kilka psiknięć i gotowe. Jako, że były już godziny nocne - drukarka stwierdziła, że o tej godzinie współpracować z takim papierem nie będzie i zastrajkowała... ale się nie poddałam... zrobiłam sobie kolejny arkusz i za drugim razem poszło gładko :)
Mimo złotych połysków dalej jakoś biednie mi było, więc dorobiłam jeszcze kilka kwiatuszków i zawijasków. Z pozostałości mgiełkowego papieru skleiłam kopertkę na prezent... Ufff gotowe... i szczerze na ostatnią chwilę ;)


Gratuluję tym, co przebrnęli przez ten mój długi wywód, teraz już chwalę się moim środeczkiem :)















Znajomy zadowolony, ja z siebie dumna (choć tak nie do końca, ale dlaczego niech to pozostanie już moją słodką tajemnicą ;)), a co Wy na to?

Wszyscy domownicy już śpią, pora i na mnie, dobranoc, do następnego razu...
paaa

piątek, 14 sierpnia 2015

Rodzinna rameczka

Witam Was wieczornie,
witam dwie nowe obserwatorki, Bożenko, jak jak tylko znajdę chwilkę i się ogarnę z blogami, to przepisy masz jak w banku :)
Dzisiaj chciałam Wam pokazać rameczkę jaką ostatnio poczyniłam. Na zdjęciu bardzo sympatyczna rodzinka, buźki zamalowałam z wiadomych względów. No w końcu chodzi o rameczkę ;)

Dno shadow boxa (30x30 ze Snip-Artu) wykleiłam papierem LemonCraft z kolekcji Dom Róż, do ozdoby oczywiście quillingowe kwiatuszki ( jak mogłoby być inaczej ;)), ale ze względu na to, że powolutku próbuję bawić się różnymi mediami, postanowiłam popróbować kilka rzeczy. I tak przód ramki spryskałam najpierw czerwoną perłową mgiełką, potem złotą. Osobno w tej samej kolejności spryskałam  "nakładkę" ramkę na przodzie, co wydaje mi się dało ciekawy, niejednolity efekt. Kolejną nowością u mnie są mikrokulki. Wow, no chyba się zakochałam, tylko dlaczego muszą się tak kulać wszędzie... ostatnio sypałam je w kartonie z jakies przesyłki (takim jak pudełko od pizzy), to dało się jakoś nad tymi kuleczkami zapanować ;)
Problem tylko miałam, bo nie chciałam mazać bez sensu, a okazało się, że moje całe dwie ( :D ) maski są za duże. Od czego pracująca główka, przecież mam fajny zawijasowy wykrojnik. Dorwałam kawałek papieru, wykroiłam wzorek i maska gotowa... proste, nie?

Więc tak wyglądała na wstępie moja maska. Potem ze względu na potrzebę dotarcia blisko brzegu, mocno ją poprzycinałam



A tu już gotowa rameczka. Uwaga zdjęć dużo, szkoda tylko, bo efektu tych kuleczek tak idealnie nie udało mi się uchwycić, pomimo prób różnymi obiektywami.














To tyle na dzisiaj, wkrótce wracam z moją ostatnią dumą - nowym boxem ;)

Pozdrawiam do następnego razu :)

sobota, 8 sierpnia 2015

I znowu ekspresem, tym razem na urodziny

uhhh... dziewczyny, normalnie chwała temu, co wentylator wymyślił ;)
Termometr w pokoju pokazuje prawie 30... ja lubię ciepło, ale to już jest gruba przesada...
Ale, nie przyszłam tu narzekać, tylko ekspresem pokazać ekspresową obiecaną karteczkę.

Już nie raz pisałam,że zwariowana jestem, co za tym idzie miewam zwariowane pomysły...
I tak niedawno wpadłam na zwariowany pomysł, zamiast dzwonić do cioci z życzeniami urodzinowymi zadzwoniłam do mamy z propozycją, czy ciotce nie zrobić urodzinowego, niespodziewanego najazdu. Szybka decyzja wymagała szybkiego reagowania... trochę ponad pół godziny i od rozłożenia się, przez wielką improwizację, do gotowej w końcu karteczki. W dodatku przy biegającej i usilnie próbującej pomagać Matyldzie (przypominam, ciut ponad dwa lata ;)). Dzielnie kręciła BS-em z małą pomocą mamy ;), w końcu dorwała kawałek papieru, stempelki, kilka innych rzeczy i zajęła się sobą :)

Miało być ekspresem a ja się znowu rozgaduję ;)

Oto ona :








I jeszcze działająca Matusia ;)






Zmykam dalej się chłodzić, a już niedługo wracam z rameczką :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Coś o mnie... ;)

Jak zwykle spóźnialska, ale zawsze mi z głowy wyleciało. Mam nadzieję tylko, że nie za późno ;)

Większość dziewczyn już dawno wypełniła. A ja właśnie załapałam się na "podaj dalej" ;), no i może w końcu zdecyduję się na jakąś wymiankę... znaczy zdążę się zdecydować, zawsze tak długo myślę, czy się wyrobię, że jak się zdecyduję, to już jest za późno :P Cóż, ten typ tak ma hehe
Dobra, bo się rozpisałam niepotrzebnie, a to nie o to chodzi ;)

Najpierw banerek od Hubki, a no tak, zapomniałam napisać, że chodzi o jej akcję pt. Metryczka

http://hubka38.blogspot.com/2015/07/metryczka_2.html


No to jedziemy z tym koksem ;)

1. Nick/imię
Na imię mam Wiktoria (czasem wołają na mnie Wiki, a ja nie mam nic przeciw ;)) jako Wiktoria Lk prowadzę bloga o nazwie Mamuśkowe Robótki


2. Co najchętniej przygarnęłabyś? Jakie techniki podziwiasz?
Hmmm... Chyba wszystko, co zrobione z sercem ;) Najchętniej jednak prace, których sama sobie nie zrobię, czyli biżutki, hafty, decu, może jakiś koszyczek, świecznik. Od zawsze podziwiam sutaszowe cudeńka i moim największym marzeniem jest jakiś choć malutki wisiorek ;)


3. Jakie techniki wykorzystujesz w swoich pracach?W czym jesteś najlepsza?
Zaczęłam od filcu i czasem coś tam z niego uszyję, ale zakochałam się w papierze. Lubię pokręcić paseczki (tak, mówię o quillingu), trochę liznęłam scrapbookingu i spróbowałam swoich sił w decoupageu. Jako, że jestem trochę zwariowaną osóbką, lubię pomieszać techniki - quilling z decoupagem - dlaczego nie ;)
 

4. Trzy ulubione kolory to…..
Na pewno tym najbardziej jest niebieski, poza tym lubię jasne kolory - biały, krem, żółty niekoniecznie, ale chętnie już nie tak jasny czerwony, czy zielony

5. Kolory, których nie noszę/nie lubię to…….
Nie przepadam za ciemnymi szarościami, czarnym...

6. Czy lubisz dostawać przydasie? Jeśli tak, to jakie?
 A kto nie lubi hehe :) Chętnie przygarniam wszelkiego rodzaju scrapbookingowe przydasie, papiery, scrapki i inne cuda, ucieszyłabym się też z paseczków a nawet magika, w końcu bez kleju ani rusz ;) Jako, że ostatnio zabrałam się za decu, każda ciekawa serwetka mile widziana :)

7. Czy nosisz biżuterię? Jeśli tak, jaką?
Kolczyki, ale ich nie zdejmuję. Rzadko wieszam coś na szyi, choć ostatnio częściej na mojej szyi gości pewien cudny medalion (zainteresowane wiedzą o jaki chodzi ;))

8. Czy masz jakiś ulubiony motyw, który przewija się np. w Twoim mieszkaniu, ubiorach?
hmmm... ostatnio coraz częściej pojawiają się kwiatowe motywy

9. Kawa czy herbata(jeśli tak, co lubisz a czego nie)
zdecydowanie herbata, w zasadzie chyba prawie każda: czarna, owocowa, zielona...

10. Ze słodyczy to ja najbardziej…..
wszystko! cóż, słodkożerca jestem ;) choć czekolada, marcepan to chyba moje najulubieńsze smakołyki

11. Czy ucieszyłaby Cię książka w paczce wymiankowej? Jeśli tak, jaki gatunek?
kiedyś tak, teraz po prostu zwyczajnie brak mi czasu na książki, nad czym z resztą ubolewam...

12. Czy ucieszyłby Cię kosmetyk? Jeśli tak, to jaki?
mam bardzo "alergiczną" skórę, więc nie każdy kosmetyk "podejdzie". Kosmetyki wolę kupować sobie sama
  13. Chciałam jeszcze dodać....
Chyba już wszystko napisałam ;)
14. Jeszcze uzupełnienie :) Data moich urodzin, imienin nie obchodzę
     28 czerwca :)



To tyle, wracam wkrótce, z obiecaną super hiper expresową kartką ;)

Do następnego razu :)

środa, 5 sierpnia 2015

Oddam w dobre ręce :)

Dziewczyny, dzisiaj wpadam na chwilę.
Dostałam jakiś czas temu od sądiadki po jej córce. Mam pozwolenie, żeby oddać w dobre ręce, bo mnie xx nie kręcą, znaczy lubię, ale podziwiać.

Segregator ze wzorami. Jest to zbiór zeszytów (taki dwutygodnik). Jeden jeszcze nie wpięty.
Oddam za darmo pierwszej chętnej. Co najwyżej za opłatą pocztową, bo trochę to waży.
Wybaczcie zdjęcia, ale u mamy z telefonu pisze :)