Witam Was serdecznie :)
Czekam i koczuję aż ta moja młodsza łobuziara zaśnie... oj, niedoczekanie, pewnie zdążę posta napisać a ona dalej będzie wariować :P
Ale do rzeczy ;)
Nie byłoby wszystkiego, gdyby solenizantka w jednym z ostatnich wpisów nie przyznała się, że wkrótce ma urodziny, na dodatek bierze udział w wymiance urodzinowej u Hubki, a ja jakiś czas temu dostałam od niej paczuszkę z pajęczyną i kawusiową serwetkę niespodziankę :) Tym sposobem zdobyłam adres i bardzo się z tego ucieszyłam, bo Danusię (tak, to o niej mowa) bardzo polubiłam.
Efekt końcowy można już zobaczyć na blogu Danusi, ale ja Wam przybliżę moje "dzieło" dokładniej ;)
Jak tylko przeczytałam, że zbliżają się urodziny - migiem do Hubki do urodzinowo-wymiankowego posta i znalazłam. Czasu mało, ale stwierdziłam, że coś tam na szybciocha pokombinuję. No przecież nie byłabym sobą ;) Po głowie chodził mi jakiś mały decu przybornik, ale pudełeczka się skończyły. A potem pomyślałam, że skoro Danusia tak pięknie haftuje, to może przydałby się nowy igielnik... tylko jaki...? Jako, że czasu mało, musiał być prosty... Zostawiłam sobie rozmyślanie na kolejny dzień a wieczorem postanowiłam się pobawić czymś nowym i tak powstały moje pierwsze husking kwiatki. Ciekawie się je robiło, pewnie jeszcze nie raz do tej metody wrócę.
Kombinowałam, kombinowałam i przypomniało mi się, jak to w pierwszych klasach podstawówki robiliśmy na ZPT (pamiętacie taki przedmiot?) igielniki dla babć w kształcie kapeluszy. Kartonik w kształcie koła obszyty materiałem a góra (miękka na igiełki) wypchana watą. Dla zakrycia ściegu - przewiązany wstążką. I tak postanowiłam wrócić do młodzieńczych lat i spróbować jeszcze raz. Efekt chyba lepszy ;) Wykorzystałam czarny i biały filc i wypełnienie do maskotek. Obwiązałam brązową satynową wstążką. Kwiatki, które zrobiłam wcześniej wydały mi się za duże na kartkę i stwierdziłam, że dodałyby kapeluszowi uroku. I tu się nie pomyliłam, bo wyszedł mi romantyczny kwiecisty kapelusik (tak mi się przynajmniej zdaje ;))
Z resztą same zobaczcie:
Ale co by to był za prezent bez karteczki?
I tu znowu odezwała się moja zwariowana natura ;) Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby kartką nawiązać do prezentu, czyli po prostu zrobić komplecik. Od razu wiedziałam, że na kartce musi znaleźć się kapelusz. Ale jak? skąd? kurcze widziałam fajowy wykrojnik na bazarku, ale pewnie dawno już sprzedany, a w dodatku przecież czasu nie ma. Samej narysować i wyciąć, o nie, nie, to nie dla mnie...paski? O tak! Chwilkę pomyślałam i zabrałam się do pracy... i tak powstała quillingowa (prawie) kopia filcowego kapelusza. A dlaczego prawie? bo po pierwsze dużo mniejszy a po drugie podekscytowana tym jak wyszedł, kwiatuszki przykleiłam nie po tej stronie :/ Cóż, zdarza się, już tego nie poprawiałam w obawie, że zniszczę całość.
Gotowy prezentował się w ten sposób:
Wkomponowałam go w kartkę, na której pojawiła się także satynowa wstążka, taka sama jak w filcowym kapeluszu.
I jeszcze fotki całości:
Jeszcze pochwalę się jakiego to "gościa" mieliśmy ostatnio u nas. Łaziło to dwa dni nam po suficie, a my myśleliśmy, że to coś latające, bo sufit prawie 3m nad ziemią. Dopiero jak myłam okna i wlazłam na drabinę, to od razu cyknęłam mu fotki ;) Potem mąż grzecznie to coś wyprosił. Nati, Ty obeznana, więc pewnie wiesz...odgłosów to żadnych nie wydawało... Zdjęcia nie są pierwszej jakości, ale ciężko na pełnym zbliżeniu z wyciągniętą ręką ;)
Tyle na dzisiaj, miłego wieczoru Wam życzę :)
Do następnego razu, paaaaaa
