Szukaj na tym blogu

sobota, 18 lipca 2015

Rocznicowo na różowo

Obiecywałam, że się pojawię niebawem, no i jestem :)
Sprawdziłam specjalnie wytyczne i okazało się, że moja praca idealnie wpasowuje się w wymagania.

Jak już wspominałam w poprzednim poście na rocznice kolorków u Danutki miała lecieć niebieściuchna karteczka, ale takie cuda tam powstają, że stwierdziłam, że prosta karteczka, to będzie za mało. A ja ostatnio stworzyłam coś, co pasuje idealnie do pierwszego wydania kolorków.

Jako, że jestem z Wami dopiero od grudnia (z końcem listopada przecież dopiero założyłam bloga), urodziny Stefana postanowiłam uczcić pracą w kolorze, w którym nie miałam okazji "uczestniczyć". Padło na kolor różowy, od którego to wszystko się zaczęło :)

Teraz trochę więcej o pracy. Wybieraliśmy się w gości i wpadłam na pomysł, żeby nastolatce, która swoimi konkursowymi (j. polski) pracami zdobywa wyróżnienia na poziomie krajowym, podarować zeszyt, notatnik - żeby mogła sobie na szybko zapiski w nim robić. No i powstał:










 I jak Wam się podoba?

Na koniec dzisiejszego posta postanowiłam śladem moich koleżanek-artystek wstawić kolaż (no trochę mniejszy ;)) wszystkich moich kolorystycznych prac ;)






I jeszcze banerek

http://danutka38.blogspot.com/2015/07/roczne-podsumowanie-cyklicznych.html



I jeszcze kilka słów do Danutki: Kochana, już tutaj dużo pisać nie będę, bo wszystko, co chciałam, powiedziałam Ci w komentarzu pod lipcowym kolorkiem. Tutaj powiem tylko krótko:

DZIĘKUJĘ!

 Dziękuję za kopa w tyłek, żeby ruszyć mózgownicą, dziękuję za możliwość poznania tylu fajnych kolorystek i za to, że czasem do mnie też zaglądną ;) To w skrócie ;) Ale powiem Ci jeszcze jedno:

JA CHCĘ JESZCZE!

 


Jeszcze kilka zaległych prac czeka, więc do "zobaczenia" wkrótce... ;)

czwartek, 16 lipca 2015

Zaległa niebieściuchna karteczka

Witam Was serdecznie,
dzisiaj będzie króciutko. Ostatnio obiecałam pokazać karteczkę jaka poleciała razem z albumem do Natalii. Starałam się ją utrzymać w jednej tonacji - niebieski, to jeden z ulubionych kolorów, idealnie pasuje do albumu (w szczególności do okładki - choć papier inny, ale oba Magicznej Kartki). Bez warstw, odniosłam (może mylne...) wrażenie, że Natalia woli prostsze karteczki i taką też, mam nadzieję, udało mi się zrobić. Napisy się błyszczą, bo przeciągnęłam je brokatowym długopisem.

Pierwotnie myślałam, czy nie zgłosić jej do Danutkowych kolorków, ale stwierdziłam, że wszystkie rocznicowe prace takie super, a ja z prostą (ale od serca :)) karteczką... prawdopodobnie ostatnia moja praca się nada, muszę tylko poszukać szczegółów. No właśnie ostatnia praca... ale mam zaległości... penie wrócę za dzień dwa z kolejną starą już nowością ;)
Tymczasem pokazuję karteczkę i znikam, do "zobaczenia" wkrótce :)



czwartek, 9 lipca 2015

Niebiesko-zielono i ważki...

Prac mi się nazbierało, Matusia zasypia, więc postanowiłam dzisiaj znowu się pochwalić, tym razem tym, co w świat ode mnie poszło. Już wiem, że dotarło, więc spokojnie mogę pokazywać ;)

Nie wiem, czy pamiętacie, jakiś czas temu ogłosiłam, że jak ktoś złapie na moim liczniku cztery piąteczki, to czeka go niespodzianka? No i złapała nasza Natalia, tak, ta od quillingowych cudów, ta, co nawet wucet jest w stanie ukręcić ;)
Powiem szczerze, że wpadłam wpierw w panikę, bo przecież jak ja z moimi biednymi kręciołkami do Natalii, nawet jej pisałam, że mi klina wbiła. Ale, dałam sobie trochę czasu na przemyślenia, kombinowałam, kombinowałam i w końcu wpadłam na pomysła. Mój tok rozumowania był prosty - Natalia uwielbia ważki, ba, namiętnie robi im fotki (swoją drogą cudne, a właśnie w ostatnim poście opublikowała cały spory "zestaw", zapraszam, można sobie pooglądać). Skoro fotki, to może zrobić albumik, w którym będzie mogła te najpiękniejsze sobie wkleić? I tego się trzymałam, z albumiku zrobił się album na bazie 20x20cm (tak, żeby zmieściło się większe zdjęcie, albo i dwa na stronie ;). Dopytałam o ulubione kolory i się ucieszyłam, bo ja też uwielbiam niebieski. Natalia lubi połączenie niebieskiego z zielenią, więc cały album w barwach niebiesko-zielonych. Jedynie tekturkę (album zostawiłam w stanie surowym, żeby już nie przesadzić).
Nerwów trochę mnie kosztował. Kurcze, też tak macie, że jak bardzo Wam zależy, to akurat musi się knocić? Myślałam, że zejdę, kiedy to wymazany solidnie od spodu napis "Album" wylądował, oczywiście posmarowaną stroną, prosto na okładce, ale żeby było zabawnie, nie na swoim miejscu... całe szczęście jakoś udało się wybrnąć...

Pomysł na wytłoczenia w środku zapożyczyłam od dziewczyny od której kupowałam BS, choć ona miała takie wąziutkie, idealnie na border się nadające.
Okładkę od wewnątrz ozdobiłam delikatniejszymi kolorami, środek bardziej wyrazistymi. Na zdjęciach widoczna mała łapka, to Matusia, moja pomocnica. Chciałam złapać jeszcze słoneczne światło, więc, skoro nie spała, koniecznie musiała mi strony przewracać ;) W sumie na niektórych zdjęciach sama takiego efektu bym nie uzyskała ;)
Dobra, bo się rozpisałam okropnie, pokazuję co to też naszej Natalii poczyniłam :)












 





W trakcie pracy na środkiem grzebałam w moich skrzyniach, co by się jeszcze nadało i wyobraźcie sobie moja radość, jak znalazłam dziurkacz w kształcie ważki :D Konfetti jakie mi zostało spakowałam do woreczka i wysłałam w paczuszce :) No i powiedzcie mi, co innego mogło się znaleźć na okładce, jak nie ważki? W dodatku w pewnym momencie wpadłam, że przecież dobrze by było, żeby dekoracja okładki była bardziej na płasko tak, żeby Natalia mogła spokojnie w środku wklejać zdjęcia na zielonych kartach, bez obawy o zmiażdżenie przodu.

Do albumu dołączyłam jeszcze kilka przydasiów (mam nadzieję, że się przydadzą ;)) i karteczkę z gratulacjami, ale dokładnie o niej w osobnym poście. Teraz tylko pokaże "komplecik"







Ale Was dzisiaj zamęczyłam tasiemcem ;) I jak Wam się podoba?
Matusia śpi, idę działać, do następnego razu, paaa

środa, 8 lipca 2015

I znowu się będę chwalić i to podwójnie ;)

Tak, szczęściara ostatnio jestem ;) Jednego dnia otrzymałam dwie przesyłki :)

Jako pierwszą pokażę Wam karteczkę, jaką dostałam jeszcze na urodziny, tym razem od Marty


Popatrzcie na te cieniowania...
Marta, dziękuję :)

I drugą niespodziankę zrobiła mi Danusia. Pamiętacie jej żółtą pajęczynę? Napisałam pod jej postem, że przydałaby mi się taka do Werki na przestrogę, co się stanie jak nie będzie u siebie porządku trzymać ;). No i Wercia dostała obrazek ;) Danusia dodała jeszcze na moje życzenie pajączka, ba, nawet jest podpisany ;)







Powiem Wam, że nie tylko mi się gęba uśmiechnęła na widok obrazka. Wercia była przy rozpakowywaniu, jak jej wytłumaczyłam, że to dla niej i dlaczego, to aż pisnęła z radości, stwierdziła, że fajny i poleciała po chwili postawić na półeczce. Musiałam przestawić na wyższy poziom ze względu na Matusię, bo się bałam, żeby nie zepsuła przypadkiem. Półeczka jest przy łóżku piętrowym, na razie górny poziom nieczynny, brak schodków, stąd wystające śruby, Ale obrazek świetnie się prezentuję, z resztą zauważycie tam też moje "wariackie" pudełko ;)





Ale, żeby nie było, przed odłożeniem obrazka, jeszcze mała sesja fotograficzna musiała być ;)





O obrazku wiedziałam, ale Danusia postanowiła zrobić mi jeszcze niespodziankę i razem z Werkowym obrazkiem przysłała swoją kawową- Toskańską serwetkę :)
To jest niemożliwe, te xxx są takie maciupeńkie. Obie z mamą się przyglądałyśmy z niedowierzaniem. Serwetkę już pewnie widziałyście, ale pochwalę się nią już na moim stole i z moim kubkiem (akurat herbaty a nie kawy, ale o tym sza... no kto to widział, żeby wieczorem do kolacji kawę pić ;))









Danusiu, już Ci pisałam, dziękuję za nie- i spodziewajkę  :)

A teraz wybaczcie, skończyłam dzisiaj moje zadanie specjalne, paczuszka poszła w świat ;) Idę odespać, choć w głowie się kłębią kolejne pomysły... 

Paaa, do następnego razu






niedziela, 5 lipca 2015

Matka-wariatka i skleroza nie boli ;)

Ufff...
Witam Was w ten ukrop...
Od wczoraj głównie leżę, kiedyś uwielbiałam upały, teraz mnie wykańczają, w dodatku znowu brzuszek (Danuta, uspokajam, badania porobione, p. doktor stwierdziła zdrowa jak rybka, po prostu ten typ tak ma ;))
 Dziewczynki latają z balonami (dzisiaj u nas odpust), skąd one te siły biorą? ja to raczej wyglądam tak (no, dobra, gabaryty może nie te :P)


Ale, koniec użalania się, chcieliśmy lato, to teraz mamy, nie? ;)

Napracowałam się ostatnio trochę i niezłe mam teraz zaległości, ale powolutku ;)
Dzisiaj prace będą dwie, stąd dziwny tytuł posta.
Dlaczego matka-wariatka? Bo stwierdziłam, że zwariowałam, ale po kolei. Jakiś czas temu wprowadziliśmy Weronice bony na telewizję. Ma przydzielone na każdy dzień dwa i sobie nimi dysponuje (tak na chłopski rozum - kupuje sobie czas antenowy ;)). Ale bony-karteczki małe, łatwo zgubić. Dobrze, że od jakiegoś czasu zbieram różne bardziej, lub mniej dziwne rzeczy (też tak macie?). Z mojego kartonu wygrzebałam kartonik - pudełko po LIDL-owych pieczątkach (przed Bożym Narodzeniem były do kupienia) i dałam Werce, żeby sobie kupony schowała. Minął tydzień, w międzyczasie powstał chustecznik i tak się zapaliłam do decu, że coś mnie kopnęło, dorwałam owy kartonik w przerwie, kiedy to gotował się niedzielny obiadek. Szybkie machnięcie biąłą farbą - o ludzie! Masakra, śliski nadruk, no tak, mogłam się spodziewać, papieru ściernego w domu brak, trudno, będzie kolejna warstwa... z powrotem do gotowania... kolejna warstwa... i znowu do garów... i tak jeszcze nie wiem ile razy, w końcu pudełko było do zaakceptowania. Matusia po obiadku poszła spać i przy bacznej obserwatorce (Werce) zabrałam się za klejenie. A, że  Wercia ostatnio ma fazę m. in. na Monster High i takowe serwetki akurat posiadałam - wybór był prosty. Nijak mi te nadruki nie pasowały, ale w sumie aż tak tragicznie nie wyszło. Grunt, że mała właścicielka zadowolona :)













Na szybciocha powstała jeszcze kartka. Zajęta tworzeniem podziękowań do przedszkola (tak, wkrótce je pokażę), zapomniałam kompletnie, że Wercia kończy przecież też angielski i wypadałoby p. nauczycielce cosik zmajstrować. I tak powstała karteczka. Stempelek o ile dobrze pamiętam z papierowelove na fb. Z literek Magicznej Kartki ułożyłam nazwę kursu, a w środku umieściłam głównych bohaterów, towarzyszy zabawy dzieciaków ;) Powiem szczerze, że średnio zadowolona jestem, ale czasu  nie było na obmyślenia.




Mąż wrócił z toru - pora dokończyć obiad. Podziwiam w takie upały stać w tym pełnym słońcu, że też mu się chce, a zawsze narzeka na ciepło... cóż hobby... dobrze, że ja se wybrałam takie, gdzie w ciszy, spokoju i nie na świeżym powietrzu. Znaczy, niekoniecznie, ostatnio pewną niespodziewajkę tworzyłam na działce u brata ;) ale to był tylko mój wybór, i post na ten temat na pewno już niedługo się pojawi :)
Dobra zmykam już, bo za chwilę będzie bunt głodomorków ;)
Do następnego razu, paaaaa