Witajcie :)
Kilka dni temu stanęłam przed dylematem: co tu podarować nastolatce, molowi książkowemu, piszącej rewelacyjne teksty? Notes kiedyś już dostała. A my znowu wybieraliśmy się w odwiedziny. No i pokombinowałam. Powstał komplecik. Coś na długopisy i coś przydatnego przy czytaniu ;)
Ostatnio sama stwierdziłam, że szaleję, bo nie wiem który to już w sumie przybornik zrobiłam, ale lubię po prostu je robić ;) O dwóch jeszcze nie wiecie, bo czekają na sesję i ujawnienie. No, część z Was widziała szybką fotkę na fb ;) Ale do rzeczy. Przybornik z rolki po stretchu (mąż już się pytał, czy załatwiać mi jakieś, bo się skończyły ;)). Inny niż wszystkie, bo z założenia młodzieżowy. A, że zapałałam uczuciem do kredek i trochę się na wakacjach nakolorowałam, mam teraz mały zapasik pokolorowanych lal. Co Wam będę pisać, uwielbiam je po prostu, szkoda, że te stemple tyle kosztują... Na razie korzystam z zapasów jakie mogłam sobie narobić na warsztatach na Combrze w maju. I znowu odbiegam od tematu...
Młodzieżowa miała być też zakładka. Przypomniało mi się, że jakiś czas temu kupiłam bazę ze sklejki. Bazę na zakładkę oczywiście. Stwierdziłam, że fajnie byłoby, żeby obie rzeczy do siebie pasowały. I tak zrobiłam. No niestety lale musiały być różne, bo wymiarami nie pasowały albo do jednego albo do drugiego. Ale kolorystyka i papier ten sam.
Papier postrzępiłam na brzegach, poodbijałam kilka serwetek. Przybornik owinęłam dodatkowo koronką, a z tyłu zakładki przykleiłam sentencję, myślę, że dla nastolatki pasuje ;)
No i zobaczcie co mi wyszło ;)
I komplet
To już tyle na dzisiaj, zmykam i do następnego razu :)
wtorek, 30 sierpnia 2016
niedziela, 21 sierpnia 2016
Wspomnień czas...
Witajcie,
dzisiaj wpadam do Was z pierwszą, ale nie ostatnią pracą, której tematem są wspomnienia z tegorocznych wakacji. Postanowiłam, że muszę w tym roku coś na pamiątkę zrobić, więc zanim wyjechaliśmy obkupiłam się w papiery (Magiczna Kartka - Rafa Koralowa). No i trafił się arkusz idealny pod LO.
Jak zobaczyłam jak dziewczynki usiadły na plaży, stwierdziłam, że wyglądają jak na pocztówce z wakacji, mąż szybciutko cyknął zdjęcie. Jak je zobaczyłam, to już wiedziałam. To jest to :)
Wczoraj w końcu znalazłam czas i zabrałam się do pracy. Ale radość była... W dodatku muszelki własnoręcznie wyławiane przez mojego lubego ;)
Zanim jeszcze pokażę Wam moje najnowsze dzieło - słowo wytłumaczenia. Nie zdziwcie się dziwnymi obrazkami na zdjęciu dziewczynek. W rzeczywistości jest normalne. Na potrzeby publikacji zrobiłam cenzurę ;)
Znowu zdjęć będzie dużo, ale trochę się dzieje, a ja jak zwykle nie mogłam się zdecydować ;)
Choć na pierwszy rzut oka nie bardzo widać, to na LO znalazło się "trochę mediów": gesso clear, gel medium, żółty drobny żwirek (całkiem fajnie imituje piasek ;)), splash turkusowy i biały, wosk w kolorze patyny, różowy chalk edger i biały drobny brokat.
Stwierdziłam, że połączę znowu przyjemne z... hmmm... pożytecznym? no, może jakimś cudem przynajmniej coś się wylosować uda (ha ha ha). Postanowiłam więc zgłosić moje pierwsze wspomnienia na wyzwania
do Essów, no jakby nie było, media jednak są ;)
i rzutem na taśmę - od A do Zet
I to już wszystko dzisiaj kochani, do następnego poczytania, paaa :)
dzisiaj wpadam do Was z pierwszą, ale nie ostatnią pracą, której tematem są wspomnienia z tegorocznych wakacji. Postanowiłam, że muszę w tym roku coś na pamiątkę zrobić, więc zanim wyjechaliśmy obkupiłam się w papiery (Magiczna Kartka - Rafa Koralowa). No i trafił się arkusz idealny pod LO.
Jak zobaczyłam jak dziewczynki usiadły na plaży, stwierdziłam, że wyglądają jak na pocztówce z wakacji, mąż szybciutko cyknął zdjęcie. Jak je zobaczyłam, to już wiedziałam. To jest to :)
Wczoraj w końcu znalazłam czas i zabrałam się do pracy. Ale radość była... W dodatku muszelki własnoręcznie wyławiane przez mojego lubego ;)
Zanim jeszcze pokażę Wam moje najnowsze dzieło - słowo wytłumaczenia. Nie zdziwcie się dziwnymi obrazkami na zdjęciu dziewczynek. W rzeczywistości jest normalne. Na potrzeby publikacji zrobiłam cenzurę ;)
Znowu zdjęć będzie dużo, ale trochę się dzieje, a ja jak zwykle nie mogłam się zdecydować ;)
Choć na pierwszy rzut oka nie bardzo widać, to na LO znalazło się "trochę mediów": gesso clear, gel medium, żółty drobny żwirek (całkiem fajnie imituje piasek ;)), splash turkusowy i biały, wosk w kolorze patyny, różowy chalk edger i biały drobny brokat.
Stwierdziłam, że połączę znowu przyjemne z... hmmm... pożytecznym? no, może jakimś cudem przynajmniej coś się wylosować uda (ha ha ha). Postanowiłam więc zgłosić moje pierwsze wspomnienia na wyzwania
do Essów, no jakby nie było, media jednak są ;)
i rzutem na taśmę - od A do Zet
I to już wszystko dzisiaj kochani, do następnego poczytania, paaa :)
niedziela, 14 sierpnia 2016
Chrzest Zosi
Witajcie,
ostatnio zostałam poproszona przez znajomego o zrobienie karteczki na chrzest małej Zosi. W domu niestety nie miałam nic typowo w tym temacie, ale coś tam pokombinowałam i radochę miałam przy robieniu jak małe dziecko (hmm... matczyne hormony jeszcze jakieś działają...? ;)). Powiem Wam, że lubię takie cukierkowe prace.
Digi-stempel pożyczyłam sobie z bazarku digi-stemplowego na fb. Autorstwa Agnieszki Borysewicz znanej jako Agnes B.
I środek, z życzeniami i kieszonką na prezent właściwy ;).
Teraz uwaga, będzie premiera, szatka mojego autorstwa, od szkicu aż po kolorowanie. No wiem, żadne cudo, ale z moim artystycznym talentem... ;)
To już tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że obdarowanym kartka przypadła do gustu :)
Do następnego poczytania, paa
ostatnio zostałam poproszona przez znajomego o zrobienie karteczki na chrzest małej Zosi. W domu niestety nie miałam nic typowo w tym temacie, ale coś tam pokombinowałam i radochę miałam przy robieniu jak małe dziecko (hmm... matczyne hormony jeszcze jakieś działają...? ;)). Powiem Wam, że lubię takie cukierkowe prace.
Digi-stempel pożyczyłam sobie z bazarku digi-stemplowego na fb. Autorstwa Agnieszki Borysewicz znanej jako Agnes B.
I środek, z życzeniami i kieszonką na prezent właściwy ;).
Teraz uwaga, będzie premiera, szatka mojego autorstwa, od szkicu aż po kolorowanie. No wiem, żadne cudo, ale z moim artystycznym talentem... ;)
To już tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że obdarowanym kartka przypadła do gustu :)
Do następnego poczytania, paa
środa, 10 sierpnia 2016
Rameczka
Witajcie,
jakiś czas temu w Filigrankach nabyłam ramkę ze sklejki. Jeszcze przed wyjazdem ją sobie zagessowałam. Po przyjeździe się za nią zabrałam, wiedziałam, że będzie prezentem, a na zdjęciu będą moje dziewczynki ;) Postawiłam więc, że będzie słodko - czerwono, różowo, z serduszkami. Tak też zrobiłam, serduszkowe tekturki (z Essów), trochę pasty srukturalnej, mgiełka perłowa w kolorze scarlet, bordowy i różowy Rainbow Colors, malinowa farbka wodna, biały i różowy brokatowy splash. Na koniec serducha pomazałam perłowym pigmentem (w odcieniu red pearl) dla rozjaśnienia. To chyba wszystko :) A, jeszcze kwiaty i listki oprószyłam białym drobnym brokatem.
No i efekt końcowy
jakiś czas temu w Filigrankach nabyłam ramkę ze sklejki. Jeszcze przed wyjazdem ją sobie zagessowałam. Po przyjeździe się za nią zabrałam, wiedziałam, że będzie prezentem, a na zdjęciu będą moje dziewczynki ;) Postawiłam więc, że będzie słodko - czerwono, różowo, z serduszkami. Tak też zrobiłam, serduszkowe tekturki (z Essów), trochę pasty srukturalnej, mgiełka perłowa w kolorze scarlet, bordowy i różowy Rainbow Colors, malinowa farbka wodna, biały i różowy brokatowy splash. Na koniec serducha pomazałam perłowym pigmentem (w odcieniu red pearl) dla rozjaśnienia. To chyba wszystko :) A, jeszcze kwiaty i listki oprószyłam białym drobnym brokatem.
No i efekt końcowy
Wiem, że znowu zasypałam zdjęciami, ale jak zwykle miałam problem ;)
Jako, że ramka mediowa, postanowiłam zaszaleć i zgłosić ją na wyzwanie Mixed Media Warriors. To mój pierwszy raz w tym miejscu :) A co tam, raz kozie śmierć ;)
To już tyle na dzisiaj, zmykam, do następnego poczytania :)
niedziela, 7 sierpnia 2016
Lody, lody...
trochę nietypowe, ale jednak :) W zeszłym miesiącu nie zdążyłam, więc przybywam zawczasu i mam nadzieję, że miłościwie nam, kolorystkom, panująca Szefowa zadanie zaliczy ;)
Ale najpierw banerek
Jakiś czas temu zostałam poproszona o wykonanie karteczki - podziękowania dla odchodzącego do innej parafii księdza. Głowa pusta, pomysłów brak, ale wczoraj zrobiłam i mam nadzieję, że się spodoba.
Kartka skromniutka, wszystko dobrze widać, więc i fotka tylko jedna.
Jeszcze zapomniałam o gałeczkach. Jak na załączonym obrazku widać, są pistacjowe, śmietankowe i waniliowe. Nawet i jagodowe by się znalazły, ale takich szefowa nie chciała ;)
To już tyle na dzisiaj, idę nakarmić Stefana, paaa
Ale najpierw banerek
Jakiś czas temu zostałam poproszona o wykonanie karteczki - podziękowania dla odchodzącego do innej parafii księdza. Głowa pusta, pomysłów brak, ale wczoraj zrobiłam i mam nadzieję, że się spodoba.
Kartka skromniutka, wszystko dobrze widać, więc i fotka tylko jedna.
Jeszcze zapomniałam o gałeczkach. Jak na załączonym obrazku widać, są pistacjowe, śmietankowe i waniliowe. Nawet i jagodowe by się znalazły, ale takich szefowa nie chciała ;)
To już tyle na dzisiaj, idę nakarmić Stefana, paaa
sobota, 30 lipca 2016
Po wakacyjnie
Jak to mówią, było miło, ale się skończyło...
Już mamy postanowienie za rok powrócić w to samo miejsce ;) Może się uda...
Pisałam Wam już,że zabrałam ze sobą kredki, odbite stemple i trochę moich gratów. Postanowiłam zrobić z tych gratów użytek i powstało... hmmm... no nie wiem, raczej scrapem nie da się tego nazwać, na kartkę ciut za duże, w końcu na oko jakieś 20x20cm ;) Nie ważne co to faktycznie jest, grunt, że powstało pod wpływem chwili, natchnienia, bo muszę przyznać, że kompletnie się tam wyluzowałam (no, poza tymi "kilkoma" chwilami, kiedy to dzieciaki nie bardzo chciały współpracować ;)). Poczułam, że, jak to mówią, "po prostu muszę, inaczej się uduszę". Na to całe moje "muszę" złożyło się jeszcze kilka innych rzeczy, głównie odbitka Primowej lali, która to miała okazję stać się moją własnością na majowych warsztatach z kolorowania. Ją też po prostu musiałam, no bo jak to, leżąc na piasku, słysząc szum morza ominąć morską lalę z muszelkami na głowie, no jak? W jeden dzień udało się wyłowić kilka muszelek i już zaczynałam mieć wizję, przegoniłam nawet całą rodzinkę do apteki, po paczkę gazy opatrunkowej ;). A wieczorem powstało to:
Wszystko klejone, poza dystansami, magikiem (klej cud ;)), bo przecież pistoletu z gorącym klejem nie pakowałam.
Na koniec z tyłu przykleiłam karteczkę z podziękowaniami dla gospodarzy (bardzo sympatyczni ludzie) i zostawiłam na stole, gdy wyjeżdżaliśmy. Mam nadzieję, że udało się choć trochę ich miło zaskoczyć ;)
A teraz trochę jeszcze Wam ponudzę, bo się pochwalę jak było fajnie, a co... ;)
Był piasek, była woda, było słońce (czasem chmury), był wiatr, była i mamuśka ;)
Były i kredki na piachu ;)
Były też strusie - sympatyczne stworzenia :)
był i osioł, co pokazywał uzębienie ;)
były i lamy plujące (tak, tak, oberwało się strusiowi ;))
był i kogut z nieziemską fryzurą (też chcę takiego fryzjera buhahaa)
były i sympatyczne foki
i takie uciekające też ;)
Był i zachód słońca na pożegnanie
Były ogniska i... nie, no śpiewy nie, ale dyskusje i śmiechy tak ;) Była i piękna pełnia, było i rozgwieżdżone niebo, pola osnute mgłą i "trochę" deszczu na pożegnanie. Czego nie było? dzieci zaraz po pobudce... ledwo przebrane, nie umyte, nie poczesane, przed śniadaniem wybywały na plac zabaw, czasem z niezadowoloną miną, kiedy wołane na posiłek ;)
Już mamy postanowienie za rok powrócić w to samo miejsce ;) Może się uda...
Pisałam Wam już,że zabrałam ze sobą kredki, odbite stemple i trochę moich gratów. Postanowiłam zrobić z tych gratów użytek i powstało... hmmm... no nie wiem, raczej scrapem nie da się tego nazwać, na kartkę ciut za duże, w końcu na oko jakieś 20x20cm ;) Nie ważne co to faktycznie jest, grunt, że powstało pod wpływem chwili, natchnienia, bo muszę przyznać, że kompletnie się tam wyluzowałam (no, poza tymi "kilkoma" chwilami, kiedy to dzieciaki nie bardzo chciały współpracować ;)). Poczułam, że, jak to mówią, "po prostu muszę, inaczej się uduszę". Na to całe moje "muszę" złożyło się jeszcze kilka innych rzeczy, głównie odbitka Primowej lali, która to miała okazję stać się moją własnością na majowych warsztatach z kolorowania. Ją też po prostu musiałam, no bo jak to, leżąc na piasku, słysząc szum morza ominąć morską lalę z muszelkami na głowie, no jak? W jeden dzień udało się wyłowić kilka muszelek i już zaczynałam mieć wizję, przegoniłam nawet całą rodzinkę do apteki, po paczkę gazy opatrunkowej ;). A wieczorem powstało to:
Wszystko klejone, poza dystansami, magikiem (klej cud ;)), bo przecież pistoletu z gorącym klejem nie pakowałam.
Na koniec z tyłu przykleiłam karteczkę z podziękowaniami dla gospodarzy (bardzo sympatyczni ludzie) i zostawiłam na stole, gdy wyjeżdżaliśmy. Mam nadzieję, że udało się choć trochę ich miło zaskoczyć ;)
A teraz trochę jeszcze Wam ponudzę, bo się pochwalę jak było fajnie, a co... ;)
Był piasek, była woda, było słońce (czasem chmury), był wiatr, była i mamuśka ;)
Były i kredki na piachu ;)
Były też strusie - sympatyczne stworzenia :)
był i osioł, co pokazywał uzębienie ;)
były i lamy plujące (tak, tak, oberwało się strusiowi ;))
był i kogut z nieziemską fryzurą (też chcę takiego fryzjera buhahaa)
były i sympatyczne foki
i takie uciekające też ;)
Był i zachód słońca na pożegnanie
Były ogniska i... nie, no śpiewy nie, ale dyskusje i śmiechy tak ;) Była i piękna pełnia, było i rozgwieżdżone niebo, pola osnute mgłą i "trochę" deszczu na pożegnanie. Czego nie było? dzieci zaraz po pobudce... ledwo przebrane, nie umyte, nie poczesane, przed śniadaniem wybywały na plac zabaw, czasem z niezadowoloną miną, kiedy wołane na posiłek ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



