Witam Was serdecznie.
Powstał kolejny "klockowy" box. Tym razem bardziej dziewczęcy, bo solenizantka lubi lego Friends (a ja wcale jej się nie dziwię, bo też uwielbiam ;)). Jako, że adresatem boxa tym razem jest dziewczynka, postawiłam na standardowe ozdoby - kwiatuszki, perełki itp.
Miało być w fioletach. Niestety nie udało mi się dorwać fioletowego papieru, ale wygrzebałam fioletowy arkusz z bąblami Magicznej Kartki. Box powstał więc z białego papieru wizytówkowego oklejonego na fioletowo.
Na górze wylądowały, jak to u mnie, quillingowe kwiatki ;) Poza tym, motylki maźnięte tuszami - złotym i niebieskim, perełki w płynie i mikrokuleczki (kupione w sklepie Essy-floresy).
Ostrzegam, będzie dużo zdjęć, bo jak zwykle nie mogłam się zdecydować (nie powiem ile już wywaliłam ;)). Zdjęcia po raz kolejny robione u teściów na balkonie, więc wybaczcie tło i problemy z jasnością (pogoda dzisiaj nie rozpieszczała niestety). Na szybko musiałam do środka zdjęcie dokleić i zostawić już u nich boxa. Jutro powędruje dalej.
A teraz trochę o środku. Wychodzę z założenia, że skoro już coś robię, to ma być niepowtarzalne, nie lubię dublować swoich prac - nie chciałam do środka wkładać znowu klocków. Coś mi tam zaświtało, wyciągnęłam paski i igłę i zaczęłam kombinować. I tak oto powstała Ona:
Myślę, że trochę oryginał przypomina, jak Wam się wydaje?
Myślałam co dalej z nią zrobić i wykombinowałam, że stanie na niskim (żeby mogła się zmieścić, bo dziewczyna wysoka na prawie 5cm), jednowarstwowym torcie. Dookoła poukładałam "klockowe" świeczki ( osiem dokładnie, bo tyle lat ma solenizantka) z przodu położyłam klocuszka (a jak! i to znowu rzeczywistych rozmiarów). Na dno boxa przykleiłam najpierw kawałek z arkusza fioletowych bąbli, na to serwetkę i na koniec torcik z laleczką
Na bocznych ściankach zrobiłam swoją grafikę - przez gwiazdkową maskę mgiełką w kolorze wrzosu i złotym tuszem. Grafiki lego wyszukałam w internecie.
Jako, że box akurat spasował (tak mi się przynajmniej wydaje ;) - trzecia kolumna) do wyzwania w essach i rzutem na taśmę zdążyłam - zgłaszam moje pudełeczko
To tyle na dzisiaj. Zmykam kończyć kolejną pracę (w pewnym momencie rozpoczęte były trzy ;))
Do następnego razu, paaa
niedziela, 27 września 2015
czwartek, 24 września 2015
Hania...
Takie piękne imię otrzymała dziewczynka, która całkiem niedawno pojawiła się na świecie.
Pamiętacie moją szybką niebieską karteczkę dla rodziców malutkiego Karolka. Otóż, te same ciotki stwierdziły, że skoro kolejne dziecię lada moment się pojawi - kupujemy prezent. Jedna z cioć zaproponowała, czy nie zrobiłabym czegoś na pamiątki związane z pierwszymi chwilami Hani na świecie. Pomyślałam o czymś w rodzaju albumu.
Powiem Wam tak szczerze, że czasu dużo, to mogłam se na szaleństwo pozwolić. Pojawiały się pomysły, kilka zarzuciła pomysłowa ciocia Aga ;) I tak powstał album zatytułowany "Hania. Pierwsze chwile na świecie". Znalazło się w nim miejsce na metryczkę i bransoletkę z rączki ze szpitala, wspomnienia pierwszego dnia w domu, pierwszej kąpieli, pierwszego spaceru i miejsce dla najbliższej rodziny.
Gruba księga wyszła, bo nietypowo poszalałam w środku (w większości) ze Snip-artowymi tekturkami, ale to w końcu nietypowy album. Z brzegu każdej strony zrobiłam kieszonki (z borderów), w których umieściłam tagi (na zapiski typu np. data).
Poza Snip-artowymi tekturkami wykorzystałam papiery Magicznej Kartki, metryczkę pożyczyłam od Stemplove z fb :) polecam stronę, dziewczyna piękne digi-stemple tworzy.
Muszę się Wam przyznać, że dwie sesje robiłam. Chciałam ciotkom szybko pokazać i cykałam fotki wieczorem, kolejna była już w dzień, za to obie baterie do aparatu okazały się padnięte. Nie zdziwcie się więc różnymi dekoracjami ;)
Do kompletu zrobiłam kartkę z gratulacjami dla rodziców
I komplet razem
Do wszystkiego dokupiłam jeszcze komplet - bluzeczkę i gaciorki, ale tego pokazywać już nie będę.
Powiem Wam, że dawno nie odczuwałam aż takiej radości przy tworzeniu. To chyba te dziecięce słodkie motywy ;)
Kończę już dzisiaj, pozdrawiam Was serdecznie i do następnego razu :) Paaa
Pamiętacie moją szybką niebieską karteczkę dla rodziców malutkiego Karolka. Otóż, te same ciotki stwierdziły, że skoro kolejne dziecię lada moment się pojawi - kupujemy prezent. Jedna z cioć zaproponowała, czy nie zrobiłabym czegoś na pamiątki związane z pierwszymi chwilami Hani na świecie. Pomyślałam o czymś w rodzaju albumu.
Powiem Wam tak szczerze, że czasu dużo, to mogłam se na szaleństwo pozwolić. Pojawiały się pomysły, kilka zarzuciła pomysłowa ciocia Aga ;) I tak powstał album zatytułowany "Hania. Pierwsze chwile na świecie". Znalazło się w nim miejsce na metryczkę i bransoletkę z rączki ze szpitala, wspomnienia pierwszego dnia w domu, pierwszej kąpieli, pierwszego spaceru i miejsce dla najbliższej rodziny.
Gruba księga wyszła, bo nietypowo poszalałam w środku (w większości) ze Snip-artowymi tekturkami, ale to w końcu nietypowy album. Z brzegu każdej strony zrobiłam kieszonki (z borderów), w których umieściłam tagi (na zapiski typu np. data).
Poza Snip-artowymi tekturkami wykorzystałam papiery Magicznej Kartki, metryczkę pożyczyłam od Stemplove z fb :) polecam stronę, dziewczyna piękne digi-stemple tworzy.
Muszę się Wam przyznać, że dwie sesje robiłam. Chciałam ciotkom szybko pokazać i cykałam fotki wieczorem, kolejna była już w dzień, za to obie baterie do aparatu okazały się padnięte. Nie zdziwcie się więc różnymi dekoracjami ;)
Do kompletu zrobiłam kartkę z gratulacjami dla rodziców
I komplet razem
Do wszystkiego dokupiłam jeszcze komplet - bluzeczkę i gaciorki, ale tego pokazywać już nie będę.
Powiem Wam, że dawno nie odczuwałam aż takiej radości przy tworzeniu. To chyba te dziecięce słodkie motywy ;)
Kończę już dzisiaj, pozdrawiam Was serdecznie i do następnego razu :) Paaa
poniedziałek, 21 września 2015
Oliwki skąpane w złocie
Witajcie :)
Znowu upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu. Mam przynajmniej taką nadzieję, wszystko zależy od Danutki, czy przyjmie i Stefana, czy nie wypluje.
Najpierw Danutkowy banerek
Oliwki lubię, najbardziej zielone. W ciuchach, dodatkach jakoś oliwkowych kolorów raczej u mnie brak, w sumie sama nie wiem dlaczego. Chyba wolę bardziej energetyczną zieleń.
A teraz o samej pracy:
Przyszło mi zrobić karteczkę na urodziny dla pewnej babci. Urodziny nie byle jakie, bo osiemdziesiąte. Myślałam, myślałam i stwierdziłam, dlaczego nie? Dlaczego znowu nie połączyć karteczki z kolorkami. Tak też zrobiłam. Wygrzebałam papier LemonCraft i zabrałam się do pracy. Znalazłam piankowe cyferki, zapaćkałam je złotą akrylową pastą.
Przygotowałam sobie bazową warstwę. Kolejną prysnęłam złota mgiełką przez maskę (to dało lekkie złote przebłyski.Z tego samego arkusza powycinałam liście i różę. Potraktowałam ją zielonym i złotym tuszem. Kwiatki, zawijaski i "chmurka" z napisem wycięte z papieru foto ( dostałam w spadku - niestety są do drukarki atramentowej, a ja mam laser - próbowałam nawet, ale wydruki raczej nie wychodzą). Wszystko co białe spryskane zostało złotymi i żółtymi mgiełkami.
Postanowiłam, że spróbuję jak to się postarza i mini serweteczkę, na której wylądowało 80 potraktowałam nożyczkami.
Nie zanudzam już, pokazuję:
Muszę się Wam przyznać, że to moje pierwsze samodzielne kwiatuszki z wykrojnika. Chyba złego zakupu nie zrobiłam, kolejne już mam upatrzone ;) Ale, żeby nie było, z quillingu nie zrezygnuję, czasem po prostu łatwiej i szybciej o takie.
Kończę już i zmykam nakarmić Stefana.
A, jeszcze się Wam pochwalę. Dokładnie tydzień temu (wiem, że późno się chwalę, ale przecież nie będę pisać osobnego posta ;)) zostałam świeżynką w essach-floresach (dla chętnych tutaj)
Pozdrawiam cieplutko, bo chłodkiem na dworze zawiało.
Znowu upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu. Mam przynajmniej taką nadzieję, wszystko zależy od Danutki, czy przyjmie i Stefana, czy nie wypluje.
Najpierw Danutkowy banerek
Oliwki lubię, najbardziej zielone. W ciuchach, dodatkach jakoś oliwkowych kolorów raczej u mnie brak, w sumie sama nie wiem dlaczego. Chyba wolę bardziej energetyczną zieleń.
A teraz o samej pracy:
Przyszło mi zrobić karteczkę na urodziny dla pewnej babci. Urodziny nie byle jakie, bo osiemdziesiąte. Myślałam, myślałam i stwierdziłam, dlaczego nie? Dlaczego znowu nie połączyć karteczki z kolorkami. Tak też zrobiłam. Wygrzebałam papier LemonCraft i zabrałam się do pracy. Znalazłam piankowe cyferki, zapaćkałam je złotą akrylową pastą.
Przygotowałam sobie bazową warstwę. Kolejną prysnęłam złota mgiełką przez maskę (to dało lekkie złote przebłyski.Z tego samego arkusza powycinałam liście i różę. Potraktowałam ją zielonym i złotym tuszem. Kwiatki, zawijaski i "chmurka" z napisem wycięte z papieru foto ( dostałam w spadku - niestety są do drukarki atramentowej, a ja mam laser - próbowałam nawet, ale wydruki raczej nie wychodzą). Wszystko co białe spryskane zostało złotymi i żółtymi mgiełkami.
Postanowiłam, że spróbuję jak to się postarza i mini serweteczkę, na której wylądowało 80 potraktowałam nożyczkami.
Nie zanudzam już, pokazuję:
Muszę się Wam przyznać, że to moje pierwsze samodzielne kwiatuszki z wykrojnika. Chyba złego zakupu nie zrobiłam, kolejne już mam upatrzone ;) Ale, żeby nie było, z quillingu nie zrezygnuję, czasem po prostu łatwiej i szybciej o takie.
Kończę już i zmykam nakarmić Stefana.
A, jeszcze się Wam pochwalę. Dokładnie tydzień temu (wiem, że późno się chwalę, ale przecież nie będę pisać osobnego posta ;)) zostałam świeżynką w essach-floresach (dla chętnych tutaj)
Pozdrawiam cieplutko, bo chłodkiem na dworze zawiało.
niedziela, 13 września 2015
Zaklockowałam się...
Witam Was serdecznie.
Jakiś czas temu zostałam poproszona o zrobienie boxa urodzinowego. Box trochę nietypowy, bo dla dziewięciolatka - miłośnika m.in. Lego i Minecraft'a (dla niewtajemniczonych, to taka gra komputerowa - świat składający się z kostek). Nie trudno więc się domyśleć, że wszelkiego rodzaju ozdobniki typu kwiatki, serwetki, wstążeczki, czy perełki odpadają... no bo jak? dla chłopaka?
Dobrze, że czasu sporo, pierwsza moja myśl, to skoro box, to swego rodzaju kostka, może by tak zrobić kostkę Lego... To był mój punkt wyjściowy. Pozostał do wymyślenia środek, wiedziałam, że dostanę zdjęcie solenizanta z najlepszym kumplem (tym, który to boxa podaruje). A, że ja nie przepadam za zbyt płaskim dnem boxa, foto musiało wylądować na jednej ze ścian bocznych. Co z dnem? I tutaj znowu odezwała się moja zwariowana natura ;) Wpadłam na pomysł, żeby na środku poskładać cyfrę 9, ale z klocków. No tak, ale przecież nie z prawdziwych - nie będę podkradać dziewczynkom. Nie pozostało nic innego, jak samej sobie klocki wyprodukować :) Dziewiątkę ułożyłam na leżąco. Dopiero jak ją poskładałam, wpadłam na pomysł, że można było ją postawić, ale tu obawiałabym się o chwiejność konstrukcji. Papierowe Lego jest naturalnych rozmiarów - pożyczyłam sobie jednego od dziewczynek i robił za mój wzór ;)
Grafiki ściągnęłam z różnych stron w internecie. Okazało się, że istnieje coś takiego jak Lego Minecraft! Więc grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Stąd też grafiki Lego Minecraft'owe.
Wczoraj specjalnie pojechaliśmy do rodziców męża po zdjęcie. Żeby nie kursować tam i z powrotem, zabrałam ze sobą prawie ukończone pudełko plus potrzebne narzędzia i na miejscu ukończyłam. Sesja więc robiona "na wyjeździe". W dodatku na balkonie ;) Dobrze, że teście klocki mają :) Ale co tam będę dużo gadać, pokazuję :)
Mam nadzieję, że solenizantowi przypadnie do gustu :)
A teraz z innej beczki, trochę wczesno-jesiennie. Chciałam się Wam już ostatnio pochwalić, ale mi uciekło. Widoczek jaki mam z okna kuchni. Znaczy kawałeczek widoku. Drzew za oknem cztery jedno przy drugim. Nawet kwiczoły już w tym roku buszowały ;) Czyż nie pięknie ;)
To już tyle na dzisiaj.
Miłej niedzieli Wam życzę. Do "zobaczenia" następnym razem paaa
Jakiś czas temu zostałam poproszona o zrobienie boxa urodzinowego. Box trochę nietypowy, bo dla dziewięciolatka - miłośnika m.in. Lego i Minecraft'a (dla niewtajemniczonych, to taka gra komputerowa - świat składający się z kostek). Nie trudno więc się domyśleć, że wszelkiego rodzaju ozdobniki typu kwiatki, serwetki, wstążeczki, czy perełki odpadają... no bo jak? dla chłopaka?
Dobrze, że czasu sporo, pierwsza moja myśl, to skoro box, to swego rodzaju kostka, może by tak zrobić kostkę Lego... To był mój punkt wyjściowy. Pozostał do wymyślenia środek, wiedziałam, że dostanę zdjęcie solenizanta z najlepszym kumplem (tym, który to boxa podaruje). A, że ja nie przepadam za zbyt płaskim dnem boxa, foto musiało wylądować na jednej ze ścian bocznych. Co z dnem? I tutaj znowu odezwała się moja zwariowana natura ;) Wpadłam na pomysł, żeby na środku poskładać cyfrę 9, ale z klocków. No tak, ale przecież nie z prawdziwych - nie będę podkradać dziewczynkom. Nie pozostało nic innego, jak samej sobie klocki wyprodukować :) Dziewiątkę ułożyłam na leżąco. Dopiero jak ją poskładałam, wpadłam na pomysł, że można było ją postawić, ale tu obawiałabym się o chwiejność konstrukcji. Papierowe Lego jest naturalnych rozmiarów - pożyczyłam sobie jednego od dziewczynek i robił za mój wzór ;)
Grafiki ściągnęłam z różnych stron w internecie. Okazało się, że istnieje coś takiego jak Lego Minecraft! Więc grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Stąd też grafiki Lego Minecraft'owe.
Wczoraj specjalnie pojechaliśmy do rodziców męża po zdjęcie. Żeby nie kursować tam i z powrotem, zabrałam ze sobą prawie ukończone pudełko plus potrzebne narzędzia i na miejscu ukończyłam. Sesja więc robiona "na wyjeździe". W dodatku na balkonie ;) Dobrze, że teście klocki mają :) Ale co tam będę dużo gadać, pokazuję :)
Mam nadzieję, że solenizantowi przypadnie do gustu :)
A teraz z innej beczki, trochę wczesno-jesiennie. Chciałam się Wam już ostatnio pochwalić, ale mi uciekło. Widoczek jaki mam z okna kuchni. Znaczy kawałeczek widoku. Drzew za oknem cztery jedno przy drugim. Nawet kwiczoły już w tym roku buszowały ;) Czyż nie pięknie ;)
To już tyle na dzisiaj.
Miłej niedzieli Wam życzę. Do "zobaczenia" następnym razem paaa
wtorek, 8 września 2015
Pachnąco i smakowicie ;)
Witam Was serdecznie,
dzisiaj będzie nietypowo, bo kulinarnie. Jakiś czas temu obiecałam Bożenie przepis na chlebuś jaki piekę. W końcu więc udało mi się znaleźć chwilkę.
Chlebki piekę dwa rodzaje. Jeden pszenno-żytni - bochenek, a drugi 100% żytni foremkowy. Niestety zdjęcia mam tylko pszennego. Mąki żytniej nie miałam, więc i nie piekłam. To zaczynamy.
Przepisy znalazłam gdzieś w internecie, nie pamiętam, bo dawno temu.
Potrzebne:
550g mąki pszennej typ 500 lub 550
50g mąki pszennej razowej
2 łyżeczki soli (sypię ok 12-14g i jest ok)
200g zakwasu żytniego
300ml ciepłej wody
Chleb jak to chleb trochę roboty wymaga, ale w sumie jest prosty, w dodatku jeszcze sobie tą robotę ułatwiłam.
Sypiemy i lejemy wszystko do miski i łapką zagniatamy.
Pod koniec wykładam sobie na stolnicę- łatwiej zagnieść. Ciasto musi być dobrze wyrobione. Miskę myję i smaruję cieniutko olejem, żeby ciacho (ląduje z powrotem w misce) nie przywarło.
Przykrywam ściereczką i odkładam na dwie godziny. Widać, że bąbelkuje, znaczy się urosło ;)
Wykładam je na stolnicę i rozpłaszczam, tak, żeby pęcherzyki zlikwidować. Następnie składam "na kopertę". Powinno się tę czynność powtórzyć, ale ja w zależności od tego jak mi się chce ;)
Formujemy bochenek i przekładamy do naczynia, koszyka, czy czegoś tam, w czym może sobie jeszcze wyrosnąć. Ja mam taki fajny idealny półmisek, więc cieniutko smaruję olejem i przekładam chlebuś.
Przykrywam ściereczką i odstawiam na około godzinę.
Nagrzewam piekarnik do jakiś 220 stopni. Przekładam bochenek na blaszkę ( i dlatego smaruję olejem, przełożyć to miękkie napuchnięte ciasto bez uszczerbku, nie jest takie hop siup ;)). Nacinam kilka razy w poprzek i wkładam do nagrzanego piekarnika.
W tych 220 stopniach pieczemy przez 10 minut, następnie zmniejszamy do 200 i pieczemy jakieś 25 minut (grzałki góra-dół)
Po tym czasie spokojnie można chlebuś wyciągnąć. Jak nie zapomnę, to pędzelkiem taki gorący wymaluję zimną wodą. Skórka dostaje wtedy trochę połysku, nie jest taka matowa. Kształt nie jest tak idealny jak sklepowy, ale myślę, nie o to tu chodzi ;)
I ta chrupiąca skórka...
Jeszcze na szybko żytni foremkowy. Prosty ale czasu potrzebuje
Składniki
120g mąki żytniej razowej (typ 2000)
100g mąki żytniej (typ 720)
2 łyżeczki soli
165g zakwasu żytniego
300ml ciepłej wody
dodatkowo jeszcze 150g mąki żytniej (typ 720)
W misce mieszamy wszystkie składniki poza tymi dodatkowymi 150g mąki żytniej. Odstawiamy na 4 godziny. Po tym czasie dosypujemy 150g żytniej mąki. Mieszamy i przekładamy do wysmarowanej i posypanej mąką keksówki. Odstawiamy na jakieś 8 godzin. Najlepiej na noc. Następnie nagrzewamy piekarnik na 220 stopni. Pieczemy ok 40-45 minut.
Smacznego, mi już ślinka pociekła ;) Trzeba się za ten żytni w końcu zabrać.
Co do zakwasu jeszcze. Nie każdy piekący chleb ma. Krążą opinie, że to trudne, czy jakieś mega wymagające. W sumie nic trudnego, trzeba tylko pamiętać, żeby go nakarmić codziennie, albo raz na tydzień, jeżeli trzymamy w lodówce. Czy to tak dużo pracy sypnąć mąki, zalać wodą i wymieszać? Minuta? Dwie? Chyba, że trzymamy w lodówce- wyciągnąć, odczekać aż się trochę zagrzeje i dokarmić. ;) Ale od początku.
Bierzemy 100g mąki razowej (żytniej lub pszennej kto co woli - ja mam żytni i powyższy przepis jest z zakwasem żytnim) i 100ml ciepłej wody. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Za 12 godzin mieszamy. Po kolejnych 12 godzinach, dosypujemy mąki i dolewamy wody, odstawiamy, za 12 godzin znowu mieszamy. Tak przej jakieś 5 dni do tygodnia. W międzyczasie zakwas powinien zacząć bąbelkować ( rośnie i widać pęcherzyki powietrza), zapach kwaskowaty, winny coś w tym stylu. Po 5 dniach można próbować już piec. Od tego czasu też już nie mieszamy co 12 godzin, tylko karmimy (mąka i ciepła woda) raz na dobę, albo raz na tydzień (jeżeli rzadko pieczemy, możemy trzymać go w lodówce). Cała filozofia :)
Miało być jeszcze o szyneczkach, ale wstyd się przyznać, nie zakupiłam jeszcze mięcha, więc i szyneczki nie było ;) Ale będzie, obiecuję :)
Późno się zrobiło, zmykam spać, bo ciężka noc za mną - zaczęły się katary...
Pozdrawiam Was cieplutko, do następnego razu paaa
dzisiaj będzie nietypowo, bo kulinarnie. Jakiś czas temu obiecałam Bożenie przepis na chlebuś jaki piekę. W końcu więc udało mi się znaleźć chwilkę.
Chlebki piekę dwa rodzaje. Jeden pszenno-żytni - bochenek, a drugi 100% żytni foremkowy. Niestety zdjęcia mam tylko pszennego. Mąki żytniej nie miałam, więc i nie piekłam. To zaczynamy.
Przepisy znalazłam gdzieś w internecie, nie pamiętam, bo dawno temu.
Potrzebne:
550g mąki pszennej typ 500 lub 550
50g mąki pszennej razowej
2 łyżeczki soli (sypię ok 12-14g i jest ok)
200g zakwasu żytniego
300ml ciepłej wody
Chleb jak to chleb trochę roboty wymaga, ale w sumie jest prosty, w dodatku jeszcze sobie tą robotę ułatwiłam.
Sypiemy i lejemy wszystko do miski i łapką zagniatamy.
Pod koniec wykładam sobie na stolnicę- łatwiej zagnieść. Ciasto musi być dobrze wyrobione. Miskę myję i smaruję cieniutko olejem, żeby ciacho (ląduje z powrotem w misce) nie przywarło.
Przykrywam ściereczką i odkładam na dwie godziny. Widać, że bąbelkuje, znaczy się urosło ;)
Wykładam je na stolnicę i rozpłaszczam, tak, żeby pęcherzyki zlikwidować. Następnie składam "na kopertę". Powinno się tę czynność powtórzyć, ale ja w zależności od tego jak mi się chce ;)
Formujemy bochenek i przekładamy do naczynia, koszyka, czy czegoś tam, w czym może sobie jeszcze wyrosnąć. Ja mam taki fajny idealny półmisek, więc cieniutko smaruję olejem i przekładam chlebuś.
Przykrywam ściereczką i odstawiam na około godzinę.
Nagrzewam piekarnik do jakiś 220 stopni. Przekładam bochenek na blaszkę ( i dlatego smaruję olejem, przełożyć to miękkie napuchnięte ciasto bez uszczerbku, nie jest takie hop siup ;)). Nacinam kilka razy w poprzek i wkładam do nagrzanego piekarnika.
W tych 220 stopniach pieczemy przez 10 minut, następnie zmniejszamy do 200 i pieczemy jakieś 25 minut (grzałki góra-dół)
Po tym czasie spokojnie można chlebuś wyciągnąć. Jak nie zapomnę, to pędzelkiem taki gorący wymaluję zimną wodą. Skórka dostaje wtedy trochę połysku, nie jest taka matowa. Kształt nie jest tak idealny jak sklepowy, ale myślę, nie o to tu chodzi ;)
I ta chrupiąca skórka...
Jeszcze na szybko żytni foremkowy. Prosty ale czasu potrzebuje
Składniki
120g mąki żytniej razowej (typ 2000)
100g mąki żytniej (typ 720)
2 łyżeczki soli
165g zakwasu żytniego
300ml ciepłej wody
dodatkowo jeszcze 150g mąki żytniej (typ 720)
W misce mieszamy wszystkie składniki poza tymi dodatkowymi 150g mąki żytniej. Odstawiamy na 4 godziny. Po tym czasie dosypujemy 150g żytniej mąki. Mieszamy i przekładamy do wysmarowanej i posypanej mąką keksówki. Odstawiamy na jakieś 8 godzin. Najlepiej na noc. Następnie nagrzewamy piekarnik na 220 stopni. Pieczemy ok 40-45 minut.
Smacznego, mi już ślinka pociekła ;) Trzeba się za ten żytni w końcu zabrać.
Co do zakwasu jeszcze. Nie każdy piekący chleb ma. Krążą opinie, że to trudne, czy jakieś mega wymagające. W sumie nic trudnego, trzeba tylko pamiętać, żeby go nakarmić codziennie, albo raz na tydzień, jeżeli trzymamy w lodówce. Czy to tak dużo pracy sypnąć mąki, zalać wodą i wymieszać? Minuta? Dwie? Chyba, że trzymamy w lodówce- wyciągnąć, odczekać aż się trochę zagrzeje i dokarmić. ;) Ale od początku.
Bierzemy 100g mąki razowej (żytniej lub pszennej kto co woli - ja mam żytni i powyższy przepis jest z zakwasem żytnim) i 100ml ciepłej wody. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce. Za 12 godzin mieszamy. Po kolejnych 12 godzinach, dosypujemy mąki i dolewamy wody, odstawiamy, za 12 godzin znowu mieszamy. Tak przej jakieś 5 dni do tygodnia. W międzyczasie zakwas powinien zacząć bąbelkować ( rośnie i widać pęcherzyki powietrza), zapach kwaskowaty, winny coś w tym stylu. Po 5 dniach można próbować już piec. Od tego czasu też już nie mieszamy co 12 godzin, tylko karmimy (mąka i ciepła woda) raz na dobę, albo raz na tydzień (jeżeli rzadko pieczemy, możemy trzymać go w lodówce). Cała filozofia :)
Miało być jeszcze o szyneczkach, ale wstyd się przyznać, nie zakupiłam jeszcze mięcha, więc i szyneczki nie było ;) Ale będzie, obiecuję :)
Późno się zrobiło, zmykam spać, bo ciężka noc za mną - zaczęły się katary...
Pozdrawiam Was cieplutko, do następnego razu paaa
piątek, 4 września 2015
Wyróżnienie razy trzy...
Tak, sama jestem w szoku. Najpierw napisałam Gosi, że raczej podziękuję, ale skoro dostałam już trzecie (!), to stwierdziłam, że przynajmniej na pytania odpowiem ;)
Najpierw jednak chciałam Wam, dziewczyny podziękować. Miło, gdy ktoś docenia to moje miejsce w blogowym świecie, a mnie to szczęście spotkało trzy razy i to w krótkim czasie. Bardzo miło mnie zaskoczyłyście.
To co? zacznę od loga i jedziemy z tymi pytaniami (ciekawe kto taki tasiemiec przetrwa ;))
Pytania Gosi z Gosikowego Zakątka
Skąd pomysł na nazwę/tytuł Twojego bloga
Czy lubisz wyzwania i tego typu zabawy?
Jakich technik rękodzielniczych chciałabyś się nauczyć?
Wolisz upiec czy kupić ciasto/tort/ciastka?
Nie zanudziłam Cię tymi pytaniami?
Kolejne wyróżnienie otrzymałam od Niesformych nitek
1. Skąd się wziął pomysł na stworzenie bloga?
To było tak: Pokazuję bratu kolejny mój filcowy "twór", a on do mnie: "siostra, zakładaj bloga, musisz to też innym pokazać". Trochę to trwało, musiało nabrać mocy prawnej, aż w końcu się odważyłam :)
2. Jak wygląda Twoja pracownia?
Ale jaka pracownia? Niestety, ubolewam, miejsca na pracownię nie mam. Ba!, nawet biurka nie mam, bo się już nie zmieści. Wszystkie graty trzymam w skrzyniach w szafie. Wieczorami większość ląduje na podłodze, a ja siedzę na naszej kanapie przy stole.
3. Częściej tworzysz mając gotowy wzór czy działasz spontanicznie?
W większości pełna improwizacja. Choć do większych prac w głowie układam sobie mniej więcej co i jak.
4. Jaka była pierwsza technika rękodzielnicza, której się nauczyłaś?
Zaczynałam od szycia filcu (torebki, przytulaki)
5. W jakim wieku zaczęłaś przygodę z rękodziełem?
Późno, niespełna 1,5 roku temu ;)
6. Czy masz kogoś kto jest dla Ciebie inspiracją, od kogo czerpiesz wiedzę rękodzielniczą?
Wujek google ;) i ewentualnie ciocia youTube ;) No i oczywiście najwięcej inspiracji "przy okazji" przeglądania blogów.
7. Gdzie najlepiej Ci się tworzy, jakie są warunki Twojej pracy (wolisz ciszę, spokój czy wręcz przeciwnie)?
Cisza i spokój? Ja nie znam takich pojęć ;) Mam dójkę małych dzieci, nawet wieczorami, gdy śpią, a ja tworzę, coś w tle musi mi grać.
8. Ulubione przydasie to...
Takie, które mogę wykorzystać w moich pracach, czyli głównie papierowe/do papieru
9. Rzecz, którą stworzyłaś i z której jesteś najbardziej dumna to...
Moje quillingowe bombki, wielkanocny świecznik, z ostatnich ślubny box i jeszcze jedna praca, której jeszcze przez jakiś czas nie będę mogła pokazać ;)
10. Co w prowadzeniu bloga sprawia Ci największą przyjemność?
Czytanie Waszych komentarzy :)
11. Którą technikę rękodzielniczą najbardziej cenisz, która technika podoba Ci się najbardziej?
Niezmiennie podziwiam sutasz, dla mnie czarna magia. Piękna czarna magia ;)
I trzecie przyleciało do mnie z bloga pART of Me
1. Jak tworzenie na Ciebie wpływa, jakie cechy buduje?
To moje wyciszenie po całym dniu biegania. Cechy? Myślę, że najbardziej cierpliwość.
2.Czy bez bloga tworzyłabyś systematycznie?
Raczej nie tworzę systematycznie, tylko jak jest taka potrzeba. Czasem codziennie, czasem robię sobie kilka dni przerwy na regenerację, albo po prostu mam chwilowy zastój w okazjach/potrzebach. Nie tworzę dla bloga, tylko blog jest dla okazania tego, co stworzyłam.
3.Jak twoi znajomi reagują gdy dowiadują się że masz bloga?
Normalnie? ;)
4. W poście więcej zdjęć, czy tekstu?
Oj, różnie to bywa ;)
5.Zdarzyło Ci się uczyć kogoś twojej techniki?
Prowadziłam dwa razy warsztaty kartkowe w przedszkolu córki. Z resztą mojej Weronice też pokazywałam jak to się skręca paseczki
6.Jaka była twoja najtrudniejsza praca, jeśli nie wychodzi odpuszczasz?
Nie pamiętam takiej. Chyba uszycie stroju na bal do przedszkola najbardziej mi dopiekło, szycie i ja to jednak nie to. Uparciuch jestem i tak łatwo się nie poddaję. Choć czasem zdarza mi się trzasnąć pracą w kąt, to i tak po chwili do niej wracam.
7. Tworzysz od zawsze czy dopiero do jakiegoś czasu?
Niespełna 1,5 roku
8.Zapisujesz swoje pomysły?
Bardzo rzadko, ale zdarza się
9.Z kim podzieliłabyś się ostatnią kostką czekolady?
Pewnie podzieliłabym ją na 4. Dla każdego członka naszej rodzinki choć po malutkim kawałeczku ;)
10.Przepis na udany dzień?
Mąż/tatuś w domu...
11.Twoja wymarzona podróż ? gdzie i dlaczego?
Wszystko jedno, byle z najbliższymi :)
Tak jak pisałam na początku poprzestaję na odpowiedziach.
To tyle na dzisiaj.
Pozdrawiam i do następnego razu.
Najpierw jednak chciałam Wam, dziewczyny podziękować. Miło, gdy ktoś docenia to moje miejsce w blogowym świecie, a mnie to szczęście spotkało trzy razy i to w krótkim czasie. Bardzo miło mnie zaskoczyłyście.
To co? zacznę od loga i jedziemy z tymi pytaniami (ciekawe kto taki tasiemiec przetrwa ;))
Pytania Gosi z Gosikowego Zakątka
Skąd pomysł na nazwę/tytuł Twojego bloga
Mamuśkowe od tego, że odkąd pojawiła się na świecie moja Weronika, zrobiła się ze mnie taka mamuśka, a robótki? Bo zwariowana mamuśka zajęła się różnymi "robótkami"
Jaka technika sprawia Ci największą frajdę?
Zdecydowanie uwielbiam papier, do quillingu mam duży sentyment, co z resztą łatwo da się zauważyć ;)
Czy lubisz komentarze pod swoimi postami?
A jest ktoś, kto nie lubi? ;)
Ulubione kolory i motywy w Twoich pracach?
Oj, nie wiem, czy takowe mam. W zależności od nastroju, i kto jest adresatem.
Czy lubisz wyzwania i tego typu zabawy?
Lubię czasem zrobić coś, co przy okazji nadaje się do wyzwania. No i nie wyobrażam sobie ominąć Danutkowych (teraz już kolorystek) kolorków
Jakich technik rękodzielniczych chciałabyś się nauczyć?
W moich najbliższych planach są spękania. Co z tego wyjdzie - czas pokaże ;)
Tworzysz bardziej dla siebie czy innych?
Głównie na jakieś okazje, rzadko zdarza się stworzyć coś dla siebie. Choć kilka rzeczy już w domu stoi/wisi
Dokończ zdanie: "Blogowanie jest dla mnie ..."
Hmmm... pisanie, to taki mój rodzaj pamiętnika, ale i miejsce, gdzie mogę się wygaać i pochwalić co też nowego znowu stworzyłam.
Wolisz upiec czy kupić ciasto/tort/ciastka?
Zdecydowanie wolę swoje. Staram się wyznawać zasadę: "wiem, co jem" ;)
Nie zanudziłam Cię tymi pytaniami?
Nie ma mowy :)
Kolejne wyróżnienie otrzymałam od Niesformych nitek
1. Skąd się wziął pomysł na stworzenie bloga?
To było tak: Pokazuję bratu kolejny mój filcowy "twór", a on do mnie: "siostra, zakładaj bloga, musisz to też innym pokazać". Trochę to trwało, musiało nabrać mocy prawnej, aż w końcu się odważyłam :)
2. Jak wygląda Twoja pracownia?
Ale jaka pracownia? Niestety, ubolewam, miejsca na pracownię nie mam. Ba!, nawet biurka nie mam, bo się już nie zmieści. Wszystkie graty trzymam w skrzyniach w szafie. Wieczorami większość ląduje na podłodze, a ja siedzę na naszej kanapie przy stole.
3. Częściej tworzysz mając gotowy wzór czy działasz spontanicznie?
W większości pełna improwizacja. Choć do większych prac w głowie układam sobie mniej więcej co i jak.
4. Jaka była pierwsza technika rękodzielnicza, której się nauczyłaś?
Zaczynałam od szycia filcu (torebki, przytulaki)
5. W jakim wieku zaczęłaś przygodę z rękodziełem?
Późno, niespełna 1,5 roku temu ;)
6. Czy masz kogoś kto jest dla Ciebie inspiracją, od kogo czerpiesz wiedzę rękodzielniczą?
Wujek google ;) i ewentualnie ciocia youTube ;) No i oczywiście najwięcej inspiracji "przy okazji" przeglądania blogów.
7. Gdzie najlepiej Ci się tworzy, jakie są warunki Twojej pracy (wolisz ciszę, spokój czy wręcz przeciwnie)?
Cisza i spokój? Ja nie znam takich pojęć ;) Mam dójkę małych dzieci, nawet wieczorami, gdy śpią, a ja tworzę, coś w tle musi mi grać.
8. Ulubione przydasie to...
Takie, które mogę wykorzystać w moich pracach, czyli głównie papierowe/do papieru
9. Rzecz, którą stworzyłaś i z której jesteś najbardziej dumna to...
Moje quillingowe bombki, wielkanocny świecznik, z ostatnich ślubny box i jeszcze jedna praca, której jeszcze przez jakiś czas nie będę mogła pokazać ;)
10. Co w prowadzeniu bloga sprawia Ci największą przyjemność?
Czytanie Waszych komentarzy :)
11. Którą technikę rękodzielniczą najbardziej cenisz, która technika podoba Ci się najbardziej?
Niezmiennie podziwiam sutasz, dla mnie czarna magia. Piękna czarna magia ;)
I trzecie przyleciało do mnie z bloga pART of Me
1. Jak tworzenie na Ciebie wpływa, jakie cechy buduje?
To moje wyciszenie po całym dniu biegania. Cechy? Myślę, że najbardziej cierpliwość.
2.Czy bez bloga tworzyłabyś systematycznie?
Raczej nie tworzę systematycznie, tylko jak jest taka potrzeba. Czasem codziennie, czasem robię sobie kilka dni przerwy na regenerację, albo po prostu mam chwilowy zastój w okazjach/potrzebach. Nie tworzę dla bloga, tylko blog jest dla okazania tego, co stworzyłam.
3.Jak twoi znajomi reagują gdy dowiadują się że masz bloga?
Normalnie? ;)
4. W poście więcej zdjęć, czy tekstu?
Oj, różnie to bywa ;)
5.Zdarzyło Ci się uczyć kogoś twojej techniki?
Prowadziłam dwa razy warsztaty kartkowe w przedszkolu córki. Z resztą mojej Weronice też pokazywałam jak to się skręca paseczki
6.Jaka była twoja najtrudniejsza praca, jeśli nie wychodzi odpuszczasz?
Nie pamiętam takiej. Chyba uszycie stroju na bal do przedszkola najbardziej mi dopiekło, szycie i ja to jednak nie to. Uparciuch jestem i tak łatwo się nie poddaję. Choć czasem zdarza mi się trzasnąć pracą w kąt, to i tak po chwili do niej wracam.
7. Tworzysz od zawsze czy dopiero do jakiegoś czasu?
Niespełna 1,5 roku
8.Zapisujesz swoje pomysły?
Bardzo rzadko, ale zdarza się
9.Z kim podzieliłabyś się ostatnią kostką czekolady?
Pewnie podzieliłabym ją na 4. Dla każdego członka naszej rodzinki choć po malutkim kawałeczku ;)
10.Przepis na udany dzień?
Mąż/tatuś w domu...
11.Twoja wymarzona podróż ? gdzie i dlaczego?
Wszystko jedno, byle z najbliższymi :)
Tak jak pisałam na początku poprzestaję na odpowiedziach.
To tyle na dzisiaj.
Pozdrawiam i do następnego razu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













