Ufff...
Witam Was w ten ukrop...
Od wczoraj głównie leżę, kiedyś uwielbiałam upały, teraz mnie wykańczają, w dodatku znowu brzuszek (Danuta, uspokajam, badania porobione, p. doktor stwierdziła zdrowa jak rybka, po prostu ten typ tak ma ;))
Dziewczynki latają z balonami (dzisiaj u nas odpust), skąd one te siły biorą? ja to raczej wyglądam tak (no, dobra, gabaryty może nie te :P)
Ale, koniec użalania się, chcieliśmy lato, to teraz mamy, nie? ;)
Napracowałam się ostatnio trochę i niezłe mam teraz zaległości, ale powolutku ;)
Dzisiaj prace będą dwie, stąd dziwny tytuł posta.
Dlaczego matka-wariatka? Bo stwierdziłam, że zwariowałam, ale po kolei. Jakiś czas temu wprowadziliśmy Weronice bony na telewizję. Ma przydzielone na każdy dzień dwa i sobie nimi dysponuje (tak na chłopski rozum - kupuje sobie czas antenowy ;)). Ale bony-karteczki małe, łatwo zgubić. Dobrze, że od jakiegoś czasu zbieram różne bardziej, lub mniej dziwne rzeczy (też tak macie?). Z mojego kartonu wygrzebałam kartonik - pudełko po LIDL-owych pieczątkach (przed Bożym Narodzeniem były do kupienia) i dałam Werce, żeby sobie kupony schowała. Minął tydzień, w międzyczasie powstał chustecznik i tak się zapaliłam do decu, że coś mnie kopnęło, dorwałam owy kartonik w przerwie, kiedy to gotował się niedzielny obiadek. Szybkie machnięcie biąłą farbą - o ludzie! Masakra, śliski nadruk, no tak, mogłam się spodziewać, papieru ściernego w domu brak, trudno, będzie kolejna warstwa... z powrotem do gotowania... kolejna warstwa... i znowu do garów... i tak jeszcze nie wiem ile razy, w końcu pudełko było do zaakceptowania. Matusia po obiadku poszła spać i przy bacznej obserwatorce (Werce) zabrałam się za klejenie. A, że Wercia ostatnio ma fazę m. in. na Monster High i takowe serwetki akurat posiadałam - wybór był prosty. Nijak mi te nadruki nie pasowały, ale w sumie aż tak tragicznie nie wyszło. Grunt, że mała właścicielka zadowolona :)
Na szybciocha powstała jeszcze kartka. Zajęta tworzeniem podziękowań do przedszkola (tak, wkrótce je pokażę), zapomniałam kompletnie, że Wercia kończy przecież też angielski i wypadałoby p. nauczycielce cosik zmajstrować. I tak powstała karteczka. Stempelek o ile dobrze pamiętam z papierowelove na fb. Z literek Magicznej Kartki ułożyłam nazwę kursu, a w środku umieściłam głównych bohaterów, towarzyszy zabawy dzieciaków ;) Powiem szczerze, że średnio zadowolona jestem, ale czasu nie było na obmyślenia.
Mąż wrócił z toru - pora dokończyć obiad. Podziwiam w takie upały stać w tym pełnym słońcu, że też mu się chce, a zawsze narzeka na ciepło... cóż hobby... dobrze, że ja se wybrałam takie, gdzie w ciszy, spokoju i nie na świeżym powietrzu. Znaczy, niekoniecznie, ostatnio pewną niespodziewajkę tworzyłam na działce u brata ;) ale to był tylko mój wybór, i post na ten temat na pewno już niedługo się pojawi :)
Dobra zmykam już, bo za chwilę będzie bunt głodomorków ;)
Do następnego razu, paaaaa
niedziela, 5 lipca 2015
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Niespodzianka też do mnie dotarła :)
Witam Was, dzisiaj będzie króciutko, bo dzisiaj się tylko chwalę.
W piątek (tak, wiem, że późno się chwalę, ale zagoniona baardzo byłam) zapukał do mnie listonosz z bąbelkową kopertą. Jedno zerknięcie na nadawcę i już piszczałam z radości (oczywiście kiedy to już zamknęłam drzwi za listonoszem ;) ). Bo jak tu nie piszczeć, kiedy to cudeńka od naszej Beatki.
A z koperty wyciągnęłam piękną kartkę (już obczajałam jak te złocenia powstały ;)) i pudełko
No, powiem, że z ekscytacja otwierałam to pudełko, bo wiadomo, Beatka, to cudeńka robi :)
I zobaczcie jakie cudo mi się dostało
I jeszcze komplecik
Beatko, już Ci pisałam, dziękuję :) Buziam :)
A, oczywiście jako solenizantka całą niedzielę przeparadowałam w naszyjniku i nie omieszkałam się chwalić wszystkim odwiedzającym ;)
A teraz, wybaczcie zmykam odpoczywać, już wkrótce wracam do Was z kolejnymi postami, bo trochę się napracowałam i mam małe zaległości :)
W piątek (tak, wiem, że późno się chwalę, ale zagoniona baardzo byłam) zapukał do mnie listonosz z bąbelkową kopertą. Jedno zerknięcie na nadawcę i już piszczałam z radości (oczywiście kiedy to już zamknęłam drzwi za listonoszem ;) ). Bo jak tu nie piszczeć, kiedy to cudeńka od naszej Beatki.
A z koperty wyciągnęłam piękną kartkę (już obczajałam jak te złocenia powstały ;)) i pudełko
No, powiem, że z ekscytacja otwierałam to pudełko, bo wiadomo, Beatka, to cudeńka robi :)
I zobaczcie jakie cudo mi się dostało
I jeszcze komplecik
Beatko, już Ci pisałam, dziękuję :) Buziam :)
A, oczywiście jako solenizantka całą niedzielę przeparadowałam w naszyjniku i nie omieszkałam się chwalić wszystkim odwiedzającym ;)
A teraz, wybaczcie zmykam odpoczywać, już wkrótce wracam do Was z kolejnymi postami, bo trochę się napracowałam i mam małe zaległości :)
sobota, 20 czerwca 2015
Debiut w kolorze żółtym ;)
Tak, znowu załatwiłam 2w1 ;)
Zabierałam się i zabierałam i wiecznie motywacji ani czasu nie było. Czasu dalej nie ma, ale motywacja była. I zrobiłam prezent na urodziny ;) Jak się spodziewałam idealnie nie wyszło, ale to w końcu debiut. Już Werce obiecałam podobny, tylko z jej ulubionym Monster High, bo takie akurat mam serwetki. A, no, nie napisałam jeszcze co... chustecznik, moim debiutem jest decu chustecznik ;)
Zaczęłam od żółtej akrylowej farby
Potem najtrudniejsze. Trochę mi się na dłuższych bokach serwetka pogniotła. Już "usłyszałam" od naszej Ani, że trza było na żelazko. Kochana, obiecuję, w wolnej chwili, a na pewno przed kolejną próbą poszukam jak to się klei na żelazko :) Dobra, nie gadam już, tylko pokazuję co mi to wyszło.
Ale, żeby nie było, że to wszystko...w czerwcu mamy żółty z dodatkiem jednego z dwóch kolorów. Pomyślałam, więc, że ozdobię jeszcze dodatkowo ten mój debiucik. Nietrudno chyba się domyśleć, że postawiłam na quilling. Jako, że chustecznik miał być prezentem dla kobiety decyzja była prosta - stawiam na bordo, no trudno o czarne kwiatki. Do bordo-żółtych kwiatuszków dołożyłam kilka listków i dwa tekturkowe Snip-Artowe narożniki. Lekko maznęłam je czerwonym tuszem (reszta tuszu, więc niewiele widać).
A to już efekt końcowy:
Mam nadzieję, że obdarowanej się spodoba...
Jeszcze banerek, żeby dopełnić wszystkich regulaminowych formalności:
Żółty- lubię na ścianach, ale też zależy od odcienia. Teraz mam pasy kurkumy w pokoju :) Jeżeli chodzi o ubrania, to jak dla mnie żółty zbyt krzykliwy. U dziewczynek owszem, lubię. Owoce... hmmm... banany jedynie... i też nie zawsze... o, ananas lubię ;)
Z czym mi się kojarzy? Z ciepłym słonkiem, bo ja ciepłolubna jestem (ok, no powyżej 30 stopni to i dla mnie za dużo ;) ), uwielbiam po zimie pierwsze ciepłe promienie słońca, lubię wiosenne żółte kwiaty, no i te boskie żółte zachody słońca... mmmm...
Zabierałam się i zabierałam i wiecznie motywacji ani czasu nie było. Czasu dalej nie ma, ale motywacja była. I zrobiłam prezent na urodziny ;) Jak się spodziewałam idealnie nie wyszło, ale to w końcu debiut. Już Werce obiecałam podobny, tylko z jej ulubionym Monster High, bo takie akurat mam serwetki. A, no, nie napisałam jeszcze co... chustecznik, moim debiutem jest decu chustecznik ;)
Zaczęłam od żółtej akrylowej farby
Potem najtrudniejsze. Trochę mi się na dłuższych bokach serwetka pogniotła. Już "usłyszałam" od naszej Ani, że trza było na żelazko. Kochana, obiecuję, w wolnej chwili, a na pewno przed kolejną próbą poszukam jak to się klei na żelazko :) Dobra, nie gadam już, tylko pokazuję co mi to wyszło.
Ale, żeby nie było, że to wszystko...w czerwcu mamy żółty z dodatkiem jednego z dwóch kolorów. Pomyślałam, więc, że ozdobię jeszcze dodatkowo ten mój debiucik. Nietrudno chyba się domyśleć, że postawiłam na quilling. Jako, że chustecznik miał być prezentem dla kobiety decyzja była prosta - stawiam na bordo, no trudno o czarne kwiatki. Do bordo-żółtych kwiatuszków dołożyłam kilka listków i dwa tekturkowe Snip-Artowe narożniki. Lekko maznęłam je czerwonym tuszem (reszta tuszu, więc niewiele widać).
A to już efekt końcowy:
Mam nadzieję, że obdarowanej się spodoba...
Jeszcze banerek, żeby dopełnić wszystkich regulaminowych formalności:
Żółty- lubię na ścianach, ale też zależy od odcienia. Teraz mam pasy kurkumy w pokoju :) Jeżeli chodzi o ubrania, to jak dla mnie żółty zbyt krzykliwy. U dziewczynek owszem, lubię. Owoce... hmmm... banany jedynie... i też nie zawsze... o, ananas lubię ;)
Z czym mi się kojarzy? Z ciepłym słonkiem, bo ja ciepłolubna jestem (ok, no powyżej 30 stopni to i dla mnie za dużo ;) ), uwielbiam po zimie pierwsze ciepłe promienie słońca, lubię wiosenne żółte kwiaty, no i te boskie żółte zachody słońca... mmmm...
środa, 17 czerwca 2015
Różowo na urodziny... a może...
... ślub?
Tak, wczoraj zadowolona z siebie, dzisiaj rano spojrzałam na moje najnowsze dzieło i stwierdziłam, że śmiało mogłaby robić za kartkę ślubną ;) Cóż, zdarza się ;)
Przypadkiem też wyszła mi całkiem w różach (dobrze, że dla kobiety, mam nadzieję, że się spodoba ;)). Jako, że miałam straszną chęć na akurat ten arkusz papieru, i powstawała jak większość kompletnie bez jakiegoś szczegółowego planu, to zaróżowiło mi się przed oczami. Piszę, że bez szczególnego, bo plan malutki był, konkretnie mapka z digi-scrapu ;) więc jakąś podstawę miałam.
Papier, to Sercem Malowane Lemon Craftu, do tego motylki ze Snip-Artu - trochę je maznęłam cieniami ;)
A tu już karteczka:
Jeszcze się Wam pochwalę, jakiego mam kochającego męża ;) Pokazuję mu wieczorem kartkę a on mi, że fajna. Już mnie dobił, pytam, czy tylko tyle, nie podoba mu się? Noo, robiłaś fajniejsze... :/
A co Wy na to? Zgadzacie się z nim? Krytyka również mile widziana ;)
A już niedługo pochwalę się moim debiutem ;) Ale najpierw muszę go jeszcze dopieścić ;)
Zmykam nakarmić digi-scrapową żabcię i do następnego razu paaaa
Tak, wczoraj zadowolona z siebie, dzisiaj rano spojrzałam na moje najnowsze dzieło i stwierdziłam, że śmiało mogłaby robić za kartkę ślubną ;) Cóż, zdarza się ;)
Przypadkiem też wyszła mi całkiem w różach (dobrze, że dla kobiety, mam nadzieję, że się spodoba ;)). Jako, że miałam straszną chęć na akurat ten arkusz papieru, i powstawała jak większość kompletnie bez jakiegoś szczegółowego planu, to zaróżowiło mi się przed oczami. Piszę, że bez szczególnego, bo plan malutki był, konkretnie mapka z digi-scrapu ;) więc jakąś podstawę miałam.
Papier, to Sercem Malowane Lemon Craftu, do tego motylki ze Snip-Artu - trochę je maznęłam cieniami ;)
A tu już karteczka:
Jeszcze się Wam pochwalę, jakiego mam kochającego męża ;) Pokazuję mu wieczorem kartkę a on mi, że fajna. Już mnie dobił, pytam, czy tylko tyle, nie podoba mu się? Noo, robiłaś fajniejsze... :/
A co Wy na to? Zgadzacie się z nim? Krytyka również mile widziana ;)
A już niedługo pochwalę się moim debiutem ;) Ale najpierw muszę go jeszcze dopieścić ;)
Zmykam nakarmić digi-scrapową żabcię i do następnego razu paaaa
czwartek, 11 czerwca 2015
Kolejna rameczka
Dłuugo mnie nie było, ale kilka dni na wypoczynek, brak czasu i nie najlepsze samopoczucie - to wszystko spowodowało, że stanęłam w miejscu i z robótkami i z postami. A została mi jeszcze jedna zaległa praca do opublikowania. W sumie nic nowego. Kolejna rameczka, bardzo podobna do poprzedniej, bo też na dzień matki, zdjęcia te same, tylko dodatki ciut inne.
Więcej się nie rozpisuje, wszystko widać na zdjęciach.
A z dobrych jeszcze wiadomości, odzyskałam mój komputer z dalekiej zagranicznej podróży do serwisu i jest ładuje się :)
I jeszcze najlepsze, Beatko wybacz, wiem, że drażnie, najwyżej dalej nie czytaj ;)
Mężuś ( no, z dużą moją pomocą) sprawił mi przedwczesny prezent urodzinowy :)
A co?, no same zobaczcie :)
Teraz zbieram na wykrojniki :D
Opowiem Wam jeszcze co robiłam jak mnie nie było:
W zeszłym tygodniu zrobiliśmy sobie długi weekend i pojechaliśmy już we wtorek (bez korków i tłumów aż do czwartku, bo potem, to już różnie) w okolice Szczawnicy. Zamieszkaliśmy w Krośnicy, cichej i spokojnej wiosce. Pod oknem strumyk, auto od czasu do czasu...zdążyliśmy bez tłumów zwiedzić Czorsztyn i zamek w Niedzicy ( Biała Dama gdzieś schowana, nie chciała się pokazać, a może to i dobrze ;)). Zaliczyliśmy też wjazd kolejką na Palenicę. Tam mogłabym zostać na bardzo długo...gdyby nie dzieci... marudki nie potrafią docenić jeszcze piękna natury...
Zdjęcia autorstwa mojego męża :)
Więcej się nie rozpisuje, wszystko widać na zdjęciach.
A z dobrych jeszcze wiadomości, odzyskałam mój komputer z dalekiej zagranicznej podróży do serwisu i jest ładuje się :)
I jeszcze najlepsze, Beatko wybacz, wiem, że drażnie, najwyżej dalej nie czytaj ;)
Mężuś ( no, z dużą moją pomocą) sprawił mi przedwczesny prezent urodzinowy :)
A co?, no same zobaczcie :)
Teraz zbieram na wykrojniki :D
Opowiem Wam jeszcze co robiłam jak mnie nie było:
W zeszłym tygodniu zrobiliśmy sobie długi weekend i pojechaliśmy już we wtorek (bez korków i tłumów aż do czwartku, bo potem, to już różnie) w okolice Szczawnicy. Zamieszkaliśmy w Krośnicy, cichej i spokojnej wiosce. Pod oknem strumyk, auto od czasu do czasu...zdążyliśmy bez tłumów zwiedzić Czorsztyn i zamek w Niedzicy ( Biała Dama gdzieś schowana, nie chciała się pokazać, a może to i dobrze ;)). Zaliczyliśmy też wjazd kolejką na Palenicę. Tam mogłabym zostać na bardzo długo...gdyby nie dzieci... marudki nie potrafią docenić jeszcze piękna natury...
Zdjęcia autorstwa mojego męża :)
Widok z zamku Czorsztyńskiego na jezioro
i na zamek Dunajec w Niedzicy
A to nasz środek lokomocji między zamkami
Widok z Niedzicy na zamek w Czorsztynie.
Chciałam jeszcze dodać, że nasza ledwo ponad dwuletnia Matusia oba zamki zaliczyła na swoich małych nóżkach - zuch dziewczyna :)
A to już Palenica w Szczawnicy. Zakochałam się w tym widoku...
To tyle, już nie marudzę, do następnego razu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



