Witajcie,
wracam szybciutko z zaległą pracą. Wczoraj dotarła do nowej właścicielki, więc mogę ją już Wam pokazać.
Jakiś czas temu Marta poprosiła mnie o wykonanie kolejnego, tym razem wielkanocnego, świecznika. Umówiłyśmy się więc na wymiankę. Ja dostałam pozytywnik, w zasadzie, to sama o niego poprosiłam. Będe miała gdzie "się wyżyć" słownie, bo nerwy ostatnio bardzo dają się we znaki Słodzizna owocowo-warzywna już na blogu Marty o tutaj. Do Marty, zgodnie z jej życzeniem pofrunął quillingowy świecznik. Dołączyłam jeszcze kilka foamiranowych kwiatków mojej produkcji :)
Miało być szybciutko, więc pokazuję ;)
Niestety, nie wpadłam znowu na to, żeby razem z kwiatkami zrobić zdjęcie, ale może Marta się pochwali ;)
Za to pokażę Wam jeszcze to, co przyfrunęło do mnie ;)
Na odwrocie tagu Marta wkleiła przepis na słodkie zdrowe batoniki :)
A poniżej już całość. Marta wie co lubię - widzicie te paseczki? ;)
Martuś, Tobie jeszcze raz dziękuję :)
A Was wszystkich ściskam i do następnego poczytania paaa :)
piątek, 26 lutego 2016
środa, 24 lutego 2016
Dałam upust emocjom...
Witajcie,
na początku chciałam Was przeprosić, że na długo Was zaniedbałam. Ale po pierwsze trochę ciężki czas za mną, a po drugie, nie bardzo miałam co Wam pokazywać. Stwierdziłam, że nie będę Was zanudzać moimi kolejnymi foamiranowymi kwiatuszkami do kartek. Mam jedną pracę w zanadrzu, ale najpierw musi dojść do pewnej osóbki, bo przecież nie będę psuć niespodzianki ;) Ciężki czas mam nadzieję zamknęłam, jeszcze ostateczne wyniki za 3 tygodnie, ale powinny być ok. Wczoraj przeżyłam chyba jedne z najgorszych kilku minut w swoim życiu. Ale już po, pozostały tylko lekkie dolegliwości i bardzo niemiłe wspomnienia.
Im bliżej wczorajszego wieczora, tym bardziej emocje dawały się we znaki i tak to dzień przed godziną "0" wyciągnęłam papier craftowy, arkusz UHK Avonlea (to pierwsza moja styczność z tym papierem i muszę przyznać, że super i gruby a takie lubię, więc UHK ląduje na liście moich ulubionych ;)) i wszystko, co mogłoby mi się jeszcze przydać.
Ale do rzeczy, wyżyłam się niemiłosiernie, szarpałam, targałam, kleiłam, ciapałam, chlapałam... i nie zdążyłam skończyć, bo gaza nie chciała mi wyschnąć. I dobrze, bo wczoraj obolała, mogłam (nawet bardzo chciałam) dokończyć, to czego nie udało mi się dzień wcześniej zrobić.
Tekturki z Filigranek, a skrapki (tak, te zaciapane plus serwetka) od Marty i od Dominiki (allearte) :)
A, no kwiatuszki, wiadomo, moje własne ;)
A, że praca chyba trochę kobieca jest (tak, wiem, ten cytat jest świetny ;)), postanowiłam zgłosić moje "emocje" do wyzwania (raz kozie śmierć hehe ;))
To już tyle na dzisiaj. Postaram się poprawić i częściej tu zaglądać. Z resztą sezon świąteczny powoli rusza, więc i pewnie pracami świątecznymi sypnie.
na początku chciałam Was przeprosić, że na długo Was zaniedbałam. Ale po pierwsze trochę ciężki czas za mną, a po drugie, nie bardzo miałam co Wam pokazywać. Stwierdziłam, że nie będę Was zanudzać moimi kolejnymi foamiranowymi kwiatuszkami do kartek. Mam jedną pracę w zanadrzu, ale najpierw musi dojść do pewnej osóbki, bo przecież nie będę psuć niespodzianki ;) Ciężki czas mam nadzieję zamknęłam, jeszcze ostateczne wyniki za 3 tygodnie, ale powinny być ok. Wczoraj przeżyłam chyba jedne z najgorszych kilku minut w swoim życiu. Ale już po, pozostały tylko lekkie dolegliwości i bardzo niemiłe wspomnienia.
Im bliżej wczorajszego wieczora, tym bardziej emocje dawały się we znaki i tak to dzień przed godziną "0" wyciągnęłam papier craftowy, arkusz UHK Avonlea (to pierwsza moja styczność z tym papierem i muszę przyznać, że super i gruby a takie lubię, więc UHK ląduje na liście moich ulubionych ;)) i wszystko, co mogłoby mi się jeszcze przydać.
Ale do rzeczy, wyżyłam się niemiłosiernie, szarpałam, targałam, kleiłam, ciapałam, chlapałam... i nie zdążyłam skończyć, bo gaza nie chciała mi wyschnąć. I dobrze, bo wczoraj obolała, mogłam (nawet bardzo chciałam) dokończyć, to czego nie udało mi się dzień wcześniej zrobić.
Tekturki z Filigranek, a skrapki (tak, te zaciapane plus serwetka) od Marty i od Dominiki (allearte) :)
A, no kwiatuszki, wiadomo, moje własne ;)
A, że praca chyba trochę kobieca jest (tak, wiem, ten cytat jest świetny ;)), postanowiłam zgłosić moje "emocje" do wyzwania (raz kozie śmierć hehe ;))
To już tyle na dzisiaj. Postaram się poprawić i częściej tu zaglądać. Z resztą sezon świąteczny powoli rusza, więc i pewnie pracami świątecznymi sypnie.
niedziela, 7 lutego 2016
Podwójnie urodzinowo...
...a może nawet potrójnie, bo i pewną zaległość (jeszcze z urodzin Weroniki) chcę Wam pokazać.
Witajcie,
zacznę może od tego, że ja nie kolorująca, zachęcona przez Martę wydrukowałam i pokolorowałam lalę autorstwa Magudy ze Spuchlikowa. No tak urocze dziewczę, że nie mogłam się oprzeć, no, tylko ja, nie bawiąca się w kolorowanie, mająca do dyspozycji jedynie pastele, którymi cieniuję foamiran (jak dobrze, że ostatnio zamówiłam wielką pakę 50szt. jest przynajmniej w czym wybierać ;)). Nie jest to więc żadne dzieło sztuki, więc o wyrozumiałość proszę ;)
Mała "kawoszka" wylądowała na urodzinowym tagu. Starałam się kolorystyką i stylem nawiązać do mojej mediowej bransoletki. Komplet od wczoraj ma już nową właścicielkę, a Magudzie przesyłam taga wirtualnie, tak z serca na Spuchlikowe candy-zabawę. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;) No i z okazji roczku przyjmij ode mnie szczere gratulacje :)
Co do kawy jeszcze. Miałam czas, że bez kawy nie mogłam funkcjonować. Od jakiegoś czasu zamieniłam ją na Inkę i melisę ;) Ale od czasu do czasu mam smaka na jakieś latte, moccę, albo słodką z mlekiem i wtedy się delektuję ;)
I jak zwykle nagadałam się niemiłosiernie. Pokazuję więc co to poczyniłam.
Wybaczcie, ale nie będę znowu się rozpisywać jakich mediów użyłam, bo zostanę znowu posądzona o przywołanie zawrotu głowy :P
Dodam jeszcze tylko, że wszystkie tekturki, łącznie z tagiem są z essy-floresy :)
I jeszcze obiecana zaległość z urodzin Werki. Wercia moja dotrzymała przedszkolnej tradycji i jako solenizantka poczęstowała swoich kolegów i koleżanki słodkościami. No ale przecież nie mogłam jej puścić ze zwykłą kupną torebka, nie? Znaczy torebkę kupiłam, ale taką eko, gładką i sama ozdobiłam. A oto efekt :)
To już tyle na dzisiaj. Zmykam odpoczywać ;) Do następnego poczytania, paa
Witajcie,
zacznę może od tego, że ja nie kolorująca, zachęcona przez Martę wydrukowałam i pokolorowałam lalę autorstwa Magudy ze Spuchlikowa. No tak urocze dziewczę, że nie mogłam się oprzeć, no, tylko ja, nie bawiąca się w kolorowanie, mająca do dyspozycji jedynie pastele, którymi cieniuję foamiran (jak dobrze, że ostatnio zamówiłam wielką pakę 50szt. jest przynajmniej w czym wybierać ;)). Nie jest to więc żadne dzieło sztuki, więc o wyrozumiałość proszę ;)
Mała "kawoszka" wylądowała na urodzinowym tagu. Starałam się kolorystyką i stylem nawiązać do mojej mediowej bransoletki. Komplet od wczoraj ma już nową właścicielkę, a Magudzie przesyłam taga wirtualnie, tak z serca na Spuchlikowe candy-zabawę. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz ;) No i z okazji roczku przyjmij ode mnie szczere gratulacje :)
Co do kawy jeszcze. Miałam czas, że bez kawy nie mogłam funkcjonować. Od jakiegoś czasu zamieniłam ją na Inkę i melisę ;) Ale od czasu do czasu mam smaka na jakieś latte, moccę, albo słodką z mlekiem i wtedy się delektuję ;)
I jak zwykle nagadałam się niemiłosiernie. Pokazuję więc co to poczyniłam.
Wybaczcie, ale nie będę znowu się rozpisywać jakich mediów użyłam, bo zostanę znowu posądzona o przywołanie zawrotu głowy :P
Dodam jeszcze tylko, że wszystkie tekturki, łącznie z tagiem są z essy-floresy :)
I jeszcze obiecana zaległość z urodzin Werki. Wercia moja dotrzymała przedszkolnej tradycji i jako solenizantka poczęstowała swoich kolegów i koleżanki słodkościami. No ale przecież nie mogłam jej puścić ze zwykłą kupną torebka, nie? Znaczy torebkę kupiłam, ale taką eko, gładką i sama ozdobiłam. A oto efekt :)
To już tyle na dzisiaj. Zmykam odpoczywać ;) Do następnego poczytania, paa
czwartek, 4 lutego 2016
Urodzinowy komplecik...
Witajcie,
dzisiaj w domu mamy święto. Nasza Weronika dzisiaj skończyła sześć lat.
Wymarzyła sobie lalkę (z bajki). Mama na głowie stanęła, zaangażowała dwie ciocie. Jedną w Londynie - kupiła, a druga przywiozła. Radość dzisiaj była ogromna.
Przedstawiam Wam więc główną bohaterkę dzisiejszego posta. Oto ona - Gigi Grant we własnej osobie ;)
Pamiętacie mój pierwszy żółty chustecznik? Tak ten z czerwonymi quillingowymi kwiatkami. Już wtedy Werka poprosiła, czy nie zrobiłabym jej też takiego "pudełka na chusteczki". Tak, chusteczki u mojej Werki to podstawa. Pudełko na łóżkowej półeczce stać obowiązkowo musi. Skorzystałam więc z okazji na na urodziny zrobiłam chustecznik. A dlaczego pokazałam Wam Gigi? A no dlatego, że jej podobizna widnieje na chusteczniku. Z resztą jej siostry także. W szczegóły nie będę się zagłębiać, trzeba by zobaczyć bajkę, ale po krótce: Gigi jest córką dżina, mieszka w lampie i spełnia dla odmiany 13 a nie 3 życzenia. Ma też siostrę, tę złą, która jak to zawsze bywa, na końcu staję się tą dobrą. Postanowiłam więc obie umieścić na "pudełku".
Grafiki znalazłam gdzieś w internecie (wielki wujek google ;)).
Ale powiem Wam, że dużo nauk wyniosłam z pracy nad tym chustecznikiem, bo błędów narobiłam, a czasu na zaczynanie od nowa już nie było. Skończyłam wczoraj około północy. Jak to mówią "pewnej szacownej części ciała" nie urywa, ale dziecko uszczęśliwione i to to chodziło ;)
Powiem jeszcze tylko tyle, użyłam dwóch farb - metalicznych z 13 arts. Piękne są, niestety ciągnęły mi smugi i lakier je rozpuszczał. Spryskałam lakierem do włosów - przedobrzyłam, przesadziłam, ściekały razem z lakierem. Wysuszyłam, ale i tak gdzieniegdzie razem z lakierem ciągnęłam farbę. Cóż, nie wszystko musi zawsze wychodzić idealnie ;)
Do kompletu zrobiłam jeszcze kartkę. Również z Gigi, a jak! To mój pierwszy shaker card. Zamiast cekinów do okienka wrzuciłam mikrokuleczki - różowe i niebieskie (pomysł z kuleczkami zapożyczyłam z inspiracji z jakiegoś bloga - nie pamiętam, bo to wieki temu było ;) ). Dzisiaj utwierdziłam się w przekonaniu, że shaker card to świetny pomysł na kartkę dla dziecka. Obie dziewczynki, i młodsza i starsza bawiły się nią grzechocząc :)
I dla udowodnienia, że te kuleczki są zamknięte i się ruszają ;)
I jeszcze wszystko razem:
A tu moja solenizantka wieczorem z karteczką w ręce. Chciałam ją złapać, bo akurat bawiła się kartką, ale mnie zauważyła i zapozowała ;)
To już tyle na dzisiaj. Musiałabym zabrać się za kolejną urodzinową kartkę, ale jakoś weny i chęci brak, więc jutro pewnie będzie szaleństwo... znikam więc odpoczywać, do następnego razu... paaa
dzisiaj w domu mamy święto. Nasza Weronika dzisiaj skończyła sześć lat.
Wymarzyła sobie lalkę (z bajki). Mama na głowie stanęła, zaangażowała dwie ciocie. Jedną w Londynie - kupiła, a druga przywiozła. Radość dzisiaj była ogromna.
Przedstawiam Wam więc główną bohaterkę dzisiejszego posta. Oto ona - Gigi Grant we własnej osobie ;)
Pamiętacie mój pierwszy żółty chustecznik? Tak ten z czerwonymi quillingowymi kwiatkami. Już wtedy Werka poprosiła, czy nie zrobiłabym jej też takiego "pudełka na chusteczki". Tak, chusteczki u mojej Werki to podstawa. Pudełko na łóżkowej półeczce stać obowiązkowo musi. Skorzystałam więc z okazji na na urodziny zrobiłam chustecznik. A dlaczego pokazałam Wam Gigi? A no dlatego, że jej podobizna widnieje na chusteczniku. Z resztą jej siostry także. W szczegóły nie będę się zagłębiać, trzeba by zobaczyć bajkę, ale po krótce: Gigi jest córką dżina, mieszka w lampie i spełnia dla odmiany 13 a nie 3 życzenia. Ma też siostrę, tę złą, która jak to zawsze bywa, na końcu staję się tą dobrą. Postanowiłam więc obie umieścić na "pudełku".
Grafiki znalazłam gdzieś w internecie (wielki wujek google ;)).
Ale powiem Wam, że dużo nauk wyniosłam z pracy nad tym chustecznikiem, bo błędów narobiłam, a czasu na zaczynanie od nowa już nie było. Skończyłam wczoraj około północy. Jak to mówią "pewnej szacownej części ciała" nie urywa, ale dziecko uszczęśliwione i to to chodziło ;)
Powiem jeszcze tylko tyle, użyłam dwóch farb - metalicznych z 13 arts. Piękne są, niestety ciągnęły mi smugi i lakier je rozpuszczał. Spryskałam lakierem do włosów - przedobrzyłam, przesadziłam, ściekały razem z lakierem. Wysuszyłam, ale i tak gdzieniegdzie razem z lakierem ciągnęłam farbę. Cóż, nie wszystko musi zawsze wychodzić idealnie ;)
Do kompletu zrobiłam jeszcze kartkę. Również z Gigi, a jak! To mój pierwszy shaker card. Zamiast cekinów do okienka wrzuciłam mikrokuleczki - różowe i niebieskie (pomysł z kuleczkami zapożyczyłam z inspiracji z jakiegoś bloga - nie pamiętam, bo to wieki temu było ;) ). Dzisiaj utwierdziłam się w przekonaniu, że shaker card to świetny pomysł na kartkę dla dziecka. Obie dziewczynki, i młodsza i starsza bawiły się nią grzechocząc :)
I dla udowodnienia, że te kuleczki są zamknięte i się ruszają ;)
I jeszcze wszystko razem:
A tu moja solenizantka wieczorem z karteczką w ręce. Chciałam ją złapać, bo akurat bawiła się kartką, ale mnie zauważyła i zapozowała ;)
To już tyle na dzisiaj. Musiałabym zabrać się za kolejną urodzinową kartkę, ale jakoś weny i chęci brak, więc jutro pewnie będzie szaleństwo... znikam więc odpoczywać, do następnego razu... paaa
poniedziałek, 1 lutego 2016
Bransoletka...
Witajcie,
ja, nie biżuteryjna zrobiłam właśnie bransoletkę ;) Drewnianą bazę kupowałam z zamysłem, żeby ozdobić ją decu, a może quillingiem. Aż wieczorem, kiedy to wzięłam ją do ręki, coś mnie "natchnęło" i zamiast akrylową farbą potraktowałam ją białym gesso. W sumie i tak okazało się, że z moich skromnych serwetkowych zapasów nie da się nic wykombinować. Potem w ruch poszły maski i pasta strukturalna i jeszcze cała masa innych mediów, ale nie będę ich wymieniać, żeby znowu którejś z Was o zawrót głowy nie przyprawić ;) Nie pytajcie nawet ile warstw jest na niej, bo sama nie wiem ;)
Zrobiłam sobie do niej kaboszon (Z wygranej w candy w scrapkowo mam szkiełka). Jako grafika posłużyło pomniejszone zdjęcie mojej foamiranowej warsztatowej róży.
Tak patrzę na to moje najnowsze dzieło i się zastanawiam co z tego wyszło... chyba tragedii nie ma ;) no, poza tym dopiero mediowania się uczę ;)
Ale co ja będę gadać pokazuję :)
I dla pokazania "gabarytów" razem z moją dłonią. Nie zakładałam jej normalnie, bo moje dłonie (alergiczne) ostatnio są bardzo nie fotogeniczne ;)
No i jakie Wasze wrażenie? wiem, dosyć nietypowa ;)
To już tyle na dzisiaj. Zmykam więc i do następnego razu :) paa
ja, nie biżuteryjna zrobiłam właśnie bransoletkę ;) Drewnianą bazę kupowałam z zamysłem, żeby ozdobić ją decu, a może quillingiem. Aż wieczorem, kiedy to wzięłam ją do ręki, coś mnie "natchnęło" i zamiast akrylową farbą potraktowałam ją białym gesso. W sumie i tak okazało się, że z moich skromnych serwetkowych zapasów nie da się nic wykombinować. Potem w ruch poszły maski i pasta strukturalna i jeszcze cała masa innych mediów, ale nie będę ich wymieniać, żeby znowu którejś z Was o zawrót głowy nie przyprawić ;) Nie pytajcie nawet ile warstw jest na niej, bo sama nie wiem ;)
Zrobiłam sobie do niej kaboszon (Z wygranej w candy w scrapkowo mam szkiełka). Jako grafika posłużyło pomniejszone zdjęcie mojej foamiranowej warsztatowej róży.
Tak patrzę na to moje najnowsze dzieło i się zastanawiam co z tego wyszło... chyba tragedii nie ma ;) no, poza tym dopiero mediowania się uczę ;)
Ale co ja będę gadać pokazuję :)
I dla pokazania "gabarytów" razem z moją dłonią. Nie zakładałam jej normalnie, bo moje dłonie (alergiczne) ostatnio są bardzo nie fotogeniczne ;)
No i jakie Wasze wrażenie? wiem, dosyć nietypowa ;)
To już tyle na dzisiaj. Zmykam więc i do następnego razu :) paa
Subskrybuj:
Posty (Atom)



