Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tort. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ślubnie...

Witam Was nocną porą...
dzisiaj będzie dużo oglądania, bo ja znowu zdecydować się nie mogłam... ;)

Zostałam poproszona o zrobienie czegoś na ślub. Stanęło na boxie, ale, uwaga, najlepsze, że na wykonanie całe 3 dni (w moim przypadku wieczory). Od razu miałam już zarys w głowie i oczywiście, jakże by inaczej, trochę mnie poniosło... musiałam podganiać pracę w dzień...

Założenie, ma być delikatnie, więc zanurkowałam w te moje papiery (na zakupy czegokolwiek czasu przecież nie było - dobrze mieć zapasy ;)) Znalazłam żółto-kremowe papiery z Galerii Papieru bodajże Świeżo Malowane II, ale głowy se nie dam uciąć, po prostu już nie pamiętam...
Zależało mi, żeby było wyjątkowo, więc jako ozdobę, postawiłam na quilling.

Na niektórych zdjęciach brakuje perełek, a to dlatego, że na pomysł ich przyklejenia wpadłam w trakcie sesji i to była taka "kropka nad i" ;)








A teraz pora na gwóźdź programu, czyli środek. Nie chciałam środka na płasko, bo skoro box, to musi być coś w 3D, przynajmniej ja tak lubię, pozostało tylko pomyśleć, co... No i wymyśliłam... z kawałków papierów posklejałam torcik, taki dwupiętrowy, żeby za bardzo nie szaleć (haha). I tak otrzymałam śnieżnobiałego papierowego torcika. Przewracałam go w łapkach, a pomysły się kłębiły... w końcu dorwałam dwie z moich trzech (ogromne zapasy hehe) mgiełek i wylądowałam z torcikiem na balkonie  pięknie się potem błyszczał, balkon oczywiście ;)). Spryskałam najpierw delikatnie perłową czerwoną (prawie różową) mgiełką a potem już trochę bardziej - złotą. I otrzymałam torcik w ciapki... Jako, że zakochałam się w mikrokuleczkach (o czym pisałam już w poprzednim poście), wylądowały też na torciku, potem jeszcze tylko perełki w płynie. Mimo tylu ozdób, nadal wydawał mi się jakiś taki biedny... No i jak myślicie, co ta zwariowana mamuśka postanowiła? Ano, złapała za igłę i paseczki i ukręciła z 0.5 cm złotych pasków dwie obrączki. Wylądowały na czubku, ale dalej mi było mało, więc pojawiła się i wstążeczka, a potem jeszcze kwiatuszki i zawijaski. W końcu, po tylu "zabiegach", stwierdziłam, że efekt jest zadowalający. Pozostało przytwierdzić go do boxa i wydrukować teksty. Ale jak to tak, taki "wypaśny" torcik i zwykły biały papier? No nie może być... Szybko zrobiłam sobie taki idealnie pasujący. A jak? Bardzo prosto... Wzięłam kartkę bloku technicznego i znowu wylazłam na balkon ze złotą mgiełką... kilka psiknięć i gotowe. Jako, że były już godziny nocne - drukarka stwierdziła, że o tej godzinie współpracować z takim papierem nie będzie i zastrajkowała... ale się nie poddałam... zrobiłam sobie kolejny arkusz i za drugim razem poszło gładko :)
Mimo złotych połysków dalej jakoś biednie mi było, więc dorobiłam jeszcze kilka kwiatuszków i zawijasków. Z pozostałości mgiełkowego papieru skleiłam kopertkę na prezent... Ufff gotowe... i szczerze na ostatnią chwilę ;)


Gratuluję tym, co przebrnęli przez ten mój długi wywód, teraz już chwalę się moim środeczkiem :)















Znajomy zadowolony, ja z siebie dumna (choć tak nie do końca, ale dlaczego niech to pozostanie już moją słodką tajemnicą ;)), a co Wy na to?

Wszyscy domownicy już śpią, pora i na mnie, dobranoc, do następnego razu...
paaa

piątek, 27 lutego 2015

Misiowo przedszkolnie

Witam Was serdecznie :)
Witam też moją nową obserwatorkę, bardzo się cieszę jak Was przybywa :)

Dzisiaj przedszkole mojej Weroniki obchodziło swoje wielkie Święto. Mianowicie urodziny ich patrona, jakże sympatycznego (uwidocznionego już przeze mnie na bombkach <klik>) Misia Uszatka. Tak na prawdę misiaczek urodziny obchodzi 6 marca, ale w przedszkolu w tym czasie będzie ewaluacja (poważna sprawa), więc urodziny zostały przesunięte.
No i tak zaświeciła się lampka w tej mojej zwariowanej główce, może by tak poćwiczyć trochę i zrobić miśkowi karteczkę urodzinową. "Płaskiego" Uszatka już poczyniłam (i to razy trzy ;)), więc postanowiłam spróbować czegoś nowego. W końcu po coś te muldy do quillingu kupiłam ;) Zainspirowałam się pracami Natalii (<klik>). I tak powstała nie całkiem udana głowa Uszatka. Pierwotnie miał być Uszatek w całości, ale jakbym nie kombinowała, nie miałam sposobu na ciałko. Więc wpadłam na kolejny zwariowany pomysł i umieściłam głowę na szczycie tortu :)
Torcik ozdobiłam wstążką z rafii i quillingowymi różyczkami (chyba mam do nich jakiś sentyment hihi). Torcik przykleiłam do bazy na kartki oklejonej wcześniej wiosennym papierem. Dokleiłam jeszcze napisy i gotowe. Ale jakoś mało tego mi było, wiec wydrukowałam logo przedszkola (tak, chyba kłania się kupno nowej drukarki, bo nawet zmiana tuszu nic nie dała, a znalezienie nowego w sklepie graniczy z cudem). Na szybko wymyśliłam życzenia i podpisałam "Twoje Przedszkolaki". W końcu kartka powstawała w imieniu dzieci. Życzenia pomimo późnej (już dobrze po północy) pory i mojego antytalentu poetyckiego, chyba całkiem nieźle wyszły skoro wylądowały na stronie przedszkola ;)

Wybaczcie jakość zdjęć, ale robione na szybko w nocy. Dzisiaj o 8 rano karteczka już była w przedszkolu ;)











Jeszcze karteczka na facebooku przedszkola <klik> ;)

Chciałam Was jeszcze przeprosić, że ostatnio się u Was nie odzywam. Przeglądam w miarę na bieżąco w telefonie Wasze cudeńka, ale na komentowanie już po prostu czasu nie ma. Ostatnio mam taki młyn, że... ach, szkoda gadać... święta za miesiąc a ja jeszcze nawet tematu nie ruszyłam ;/
Dzisiaj już się zmusiłam, żeby komputer załączyć, w końcu u Danutki wypada zagłosować na serducha (<klik>). No i chciałam się Wam pochwalić moim cudacznym Uszatkiem ;)

A, pochwalę się jeszcze, że mamy nowego Franca (Weronika stwierdziła, że imię dostanie po poprzedniku <klik>, więc chyba oficjalnie powinien się nazywać Franc II :D)





Pozdrawiam Was cieplutko i zmykam już spać :)

niedziela, 8 lutego 2015

Mroźny tort specjalnie dla lodowej księżniczki...

Dzisiaj będzie słodkooo...
Tak, wiem, zwariowałam, ale co tam ;) Czego się nie robi dla dzieci ;)
Weronika zażyczyłą sobie, że jak przyjdą goście na jej urodzinki, chce się przebrać za Elsę (tę ze styczniowych niebieskości u Danutki - o tutaj <klik>).
Skoro mroźnie i lodowo, to stwierdziłam, że tort będzie nawiązywał do stroju solenizantki. Tak powstał mroźny tort. Mroźny, ale tylko z nazwy i wyglądu. Normalny torcik z rzucanego ( moja ulubiona czynność przy jego pieczeniu ;) ) biszkoptu i śmietankowego kremu.

Biszkopt miał być błękitny - wyszedł jakiś turkus ( w sumie nawet niezły), krem do przełożenia - biały. Niestety z mojej głupoty a raczej braku logicznego myślenia tylko dwie warstwy. A do dorobienia kolejnej zabrakło zwyczajnie czasu. W sumie na te kilka osób wystarczyło.

Z zewnątrz wysmarowałam błękitnym ( idealnie imitującym lód) kremem, ozdobiłam białym.

A oto efekt końcowy









Pochwalę się Wam jeszcze zeszłorocznym. Wykonanie wspólne razem z mężem. Ale to był gigant. Z resztą same zobaczcie:





 A, i muszę się Wam jeszcze pochwalić, że chrześniak mój zamówił już sobie tort na urodziny, więc za miesiąc znowu piekę ;) Ale będzie znowu kolorowo ;)