Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Urodzinowa kapeluszowa niespodzianka ;)

Witam Was serdecznie :)
Czekam i koczuję aż ta moja młodsza łobuziara zaśnie... oj, niedoczekanie, pewnie zdążę posta napisać a ona dalej będzie wariować :P
Ale do rzeczy ;)
Nie byłoby wszystkiego, gdyby solenizantka w jednym z ostatnich wpisów nie przyznała się, że wkrótce ma urodziny, na dodatek bierze udział w wymiance urodzinowej u Hubki, a ja jakiś czas temu dostałam od niej paczuszkę  z pajęczyną i kawusiową serwetkę niespodziankę :) Tym sposobem zdobyłam adres i bardzo się z tego ucieszyłam, bo Danusię (tak, to o niej mowa) bardzo polubiłam.
Efekt końcowy można już zobaczyć na blogu Danusi, ale ja Wam przybliżę moje "dzieło" dokładniej ;)
Jak tylko przeczytałam, że zbliżają się urodziny - migiem do Hubki do urodzinowo-wymiankowego posta i znalazłam. Czasu mało, ale stwierdziłam, że coś tam na szybciocha pokombinuję. No przecież nie byłabym sobą ;) Po głowie chodził mi jakiś mały decu przybornik, ale pudełeczka się skończyły. A potem pomyślałam, że skoro Danusia tak pięknie haftuje, to może przydałby się nowy igielnik... tylko jaki...? Jako, że czasu mało, musiał być prosty... Zostawiłam sobie rozmyślanie na kolejny dzień a wieczorem postanowiłam się pobawić czymś nowym i tak powstały moje pierwsze husking kwiatki. Ciekawie się je robiło, pewnie jeszcze nie raz do tej metody wrócę.
Kombinowałam, kombinowałam i przypomniało mi się, jak to w pierwszych klasach podstawówki robiliśmy na ZPT (pamiętacie taki przedmiot?) igielniki dla babć w kształcie kapeluszy. Kartonik w kształcie koła obszyty materiałem a góra (miękka na igiełki) wypchana watą. Dla zakrycia ściegu - przewiązany wstążką. I tak postanowiłam wrócić do młodzieńczych lat i spróbować jeszcze raz. Efekt chyba lepszy ;) Wykorzystałam czarny i biały filc i wypełnienie do maskotek. Obwiązałam brązową satynową wstążką. Kwiatki, które zrobiłam wcześniej wydały mi się za duże na kartkę i stwierdziłam, że dodałyby kapeluszowi uroku. I tu się nie pomyliłam, bo wyszedł mi romantyczny kwiecisty kapelusik (tak mi się przynajmniej zdaje ;))
Z resztą same zobaczcie:









Ale co by to był za prezent bez karteczki?
I tu znowu odezwała się moja zwariowana natura ;) Pomyślałam sobie, że fajnie byłoby kartką nawiązać do prezentu, czyli po prostu zrobić komplecik. Od razu wiedziałam, że na kartce musi znaleźć się kapelusz. Ale jak? skąd? kurcze widziałam fajowy wykrojnik na bazarku, ale pewnie dawno już sprzedany, a w dodatku przecież czasu nie ma. Samej narysować i wyciąć, o nie, nie, to nie dla mnie...paski? O tak! Chwilkę pomyślałam i zabrałam się do pracy... i tak powstała quillingowa (prawie) kopia filcowego kapelusza. A dlaczego prawie? bo po pierwsze dużo mniejszy a po drugie podekscytowana tym jak wyszedł, kwiatuszki przykleiłam nie po tej stronie :/ Cóż, zdarza się, już tego nie poprawiałam w obawie, że zniszczę całość.
Gotowy prezentował się w ten sposób:





Wkomponowałam go w kartkę, na której pojawiła się także satynowa wstążka, taka sama jak w filcowym kapeluszu.







I jeszcze fotki całości:








Jeszcze pochwalę się jakiego to "gościa" mieliśmy ostatnio u nas. Łaziło to dwa dni nam po suficie, a my myśleliśmy, że to coś latające, bo sufit prawie 3m nad ziemią. Dopiero jak myłam okna i wlazłam na drabinę, to od razu cyknęłam mu fotki ;) Potem mąż grzecznie to coś wyprosił. Nati, Ty obeznana, więc pewnie wiesz...odgłosów to żadnych nie wydawało... Zdjęcia nie są pierwszej jakości, ale ciężko na pełnym zbliżeniu z wyciągniętą ręką ;)







Tyle na dzisiaj, miłego wieczoru Wam życzę :)
Do następnego razu, paaaaaa


czwartek, 9 kwietnia 2015

Urodzinowo na słodko i nie tylko

Witam się wieczorem znowu ;)

Dzisiaj będzie urodzinowo :)
Okazało się, że moja Matusia i nasza Marta mają urodziny tego samego dnia :) Więc najpierw będzie na słodko, a potem karteczkowo :)

Tak, stało się, powstał kolejny tort mojej roboty. Tym razem już nie taki kolorowy. Zatęskniłam chyba za standardowymi wypiekami. No dobra, trochę różu dla ozdoby dodałam. Ale co będę się rozpisywać. Pokazuję :)






I jeszcze z solenizantką w tle ;)



Jako, że zupełnym przypadkiem natrafiłam na datę urodzin, gdzieś tam zanotowany mam adres, a poza tym polubiłam naszą Martę, postanowiłam zrobić jej niespodziankę i skleciłam karteczkę urodzinową. Dołożyłam jeszcze kilka na szybko powstałych quillingowych różyczek.
Z resztą Marta już pochwaliła się przesyłką :)
A ja pokażę jeszcze tylko dokładniej karteczkę









Aj, zapomniałam się Wam jeszcze pochwalić. Dokładnie w dniu urodzin mojej Matusi i Marty, ja także miałam swoje małe święto. Otóż minął dokładnie rok (przestałam być niemowlakiem ha ha) od mojej pierwszej robótki. A co to było? Torebka. Filcowa dla mojej Weroniki na specjalną okazję, specjalnie do jej nowych bucików. Tą specjalną okazją był roczek jej siostry. Premiery jako takiej nie było, bo imprezę roczkową obie dosyć poważnie przechorowały, ale torebka w użyciu do dzisiaj ;)
A, nadmienię jeszcze, że w całości uszyta ręcznie


niedziela, 29 marca 2015

Świątecznie i zielono...

Zwariowałam, wiem, dzień za dniem nowy post. Ale miesiąc się kończy a ja jeszcze zaległe mam Danutkowe kolorki. Wczoraj czytając jej posta dopiero się zorientowałam, że to już. Już koniec miesiąca przecież.

Myślałam cały miesiąc co by tu zrobić i  koncepcje były różne, łącznie z palmą na dzisiaj dla Werki. Zrezygnowałam, bo choróbska, więc nie było sensu.

Ostatecznie zanurkowałam w skrzynię z filcem (znowu filc na kolorki ;) ), wytargałam zielony arkusz, różowy kordonek. Potem jeszcze raz dałam nura, po różowy i żółty filc. Jeszcze trochę rafii i różowej wstążeczki i  tak oto powstał On :)

Słonko dzisiaj pięknie w południe mi w kuchni świeciło, więc pozwoliłam sobie urządzić małą sesję na stole :)

















I jeszcze na koniec z jabłuszkiem w środku i starą niemodną już serwetką. Ale Wercia jak zobaczyła te zające, to się uparła ;)




Jeszcze o zielonym. Ciuchów w sumie chyba nie mam, ale uwielbiam wiosenną zieleń. Tak piękną po tej szaro-burej zimie :)

A seledyn... hmmm... sama nie wiem, ja to sie nie znam na odważnym dobieraniu kolorów. Ja był złożyła bezpiecznie z białym ;)

A, zapomniałabym... jeszcze Danutkowy banerek

http://danutka38.blogspot.com/2015/03/cykliczne-kolorki-marzec.html


Pozdrawiam Was serdecznie

piątek, 6 marca 2015

Wiosenny wianuszek na wyzwanie

Witam Was wieczorem :) A raczej już chyba nocą ;)

Mój ulubiony Creative zorganizował kolejne wyzwanie, więc stwierdziłam, dlaczego nie spróbować. W końcu wizja zrobienia całkiem fajnych zakupów za free jest bardzo kusząca. Nie wspomnę o możliwości zrobienia znowu czegoś nowego, czego jeszcze nie robiłam, a co za tym idzie niezłego ruszenia mózgownicą ;)
Tym razem tematem jest wiosna (o tak, już chyba wszyscy za nią tęsknią), a praca musi spełniać min. 3 z 9 wymagań :
-stempel
-tkanina
- paski
- zielony
- wianek
- motyl
- rafia
-napis
-quilling

Chwilę pomyślałam i już zaświtał mi pewien pomysł - zrobię wianek...hmmm... jeszcze mam kilka sztuk drutu wyrobowego, wypełnienie do maskotek, poduszek też się znajdzie, filc zielony powinien być, rafia jest na pewno a resztę dopełnię quillingiem ( a jakże inaczej ;) ).

Zabrałam się do roboty i żałuję teraz, że fot w trakcie nie robiłam.
Wzięłam dwa kawałki drutu, połączyłam ze sobą w kółko. Łączenia wzmocniłam taśmą klejącą, owinęłam wypełnieniem do maskotek, okleiłam jeszcze raz taśmą tym razem całość ( tak wiem, bardzo "profesjonalnie", ale efekt powiem całkiem niezły ;) ). Na koniec owinęłam zielonym i zółtym filcem. W ten sposób mam już załatwione trzy wymogi: wianek, zielony i tkanina (no filc to chyba tkanina, nie?). 
Zawieszkę zrobiłam z zielonej (a jakżeby inaczej ;) ) rafii (czwarty wymóg). Do tego kokardka.

Na koniec zanurkowałam w mój wór z paskami (piąty-quilling). I tak powstały motyl (i szósty wymóg) i wiosenne kwiatuszki.

Powiem szczerze, że całkiem dumna z siebie jestem :P Wianuszek wisi już na firance i całkiem nieźle się robi :)

Wybaczcie jakość zdjęć, ale jak zwykle mam problem z oświetleniem. Skończyłam kleić jakieś pół godziny temu a zależy mi na tym, żeby jak najszybciej oddać pracę, bo muszę jeszcze głosiki nazbierać ;)

Dobra, teraz się chwalę ;)



Rafia


Motylek


I kwiatuszki (chyba trochę do żonkili te żółte podobne, hmm? To moje pierwsze ;))



A teraz jeszcze fotki z lampą błyskową



I jak Wam się podoba? Będę wdzięczna za każdy komentarz :)
Pozdrawiam i dobrej nocy życzę. A ja znikam zgłosić mój wianuszek

piątek, 20 lutego 2015

Pomarańczowo mi...

Witam Was wieczorkiem ;)

Wczoraj w końcu skończyłam moją pomarańczową pracę :)

Ale, od początku. Zaskoczyła mnie nieźle Danutka lutowym kolorem. Mój stosunek do pomarańczowego jest raczej obojętny. Ciuchów w tym kolorze nie mam, no jedna bluzeczka na ramiączkach, którą w dodatku otrzymałam w "spadku" idealna na upały do chorzenia po domu ;) Aj, nie, przypomniało mi się, że przecież w zeszłym roku kupiłam sobie brzoskwiniową sukienkę i maxi spódnicę. No ale brzoskwinia, to taki nie intensywny pomarańcz ;) Za to w pewnym okresie miałam trochę dodatków do domu w tym kolorze. No akurat dobrze grały ze ścianami i meblami w pokoju ;) Uwielbiam marchewkę pod każdą postacią, pomarańcze, mandarynki i tym podobne w zależności od fazy (nie wiem czego, po prostu już takie fazy na coś miewam, wtedy jem a potem przez pół roku nawet nie zerknę). Teraz akurat jest faza na nie jedzenie.

A teraz o tym, co poczyniłam. Wercia nasza na swoje 5 urodziny dostała od nas taki dziecięcy tablet. No ale bez etui. Więc moja myśl, żeby takowe zrobić, żeby sie ekran nie poniszczył. Zanurkowałam więc w swoją skrzynię z filcem (swoje robótki zaczynałam właśnie od filcu, ale o tym innym razem, bo pewien pomysł mi zaświtał, ale, na razie cicho sza...) i... jest... znalazłam... szkoda, że cieniutki, ale są dwa arkusze w sam raz na etui, takie marchewkowe aż razi po oczach. W planie miałam ozdobić go filcowymi kwiatkami i listkami (róż i zieleń). Więc wyciągnęłam też zielony i różowe arkusze. W pewnym momencie jeszcze raz zajrzałam... i mnie natchnęło. Przecież mam worek z wełną czesankową... biorę w łapki i przeglądam. Mam po dwa odcienie pomarańczu, różu i zieleni. Idealnie. Tak powstały kwiatuszki i listeczki. Zaznaczam tutaj, że specjalnie ich za mocno nie filcowałam, żeby były (jak to Wercia mówi) "kiciate" takie milutkie włochate. ozdobiłam przód, więc przyszła pora na zszycie. Tym razem nie maszyną, ale ręcznie (stwierdziłam, że zanim wyciągnę maszynę, zmienię nici, nawlekę szpulkę, to już 3/4 będzie gotowe). Zastanawiałam się jeszcze jak wykombinować jakieś zapięcie. I tak powstał kulkowy filcowy guziczek, do tego łańcuszek z kordonka. Mocowanie łańcuszka przykryłam filcowanym serduszkiem (wiem, trochę krzywe, ale w sumie chyba źle się nie robi, no kto powiedział, że serducho musi być idealnie symetryczne ;) )
Muszę się Wam przyznać, że przy serduchu wbiłam se z 0.5 cm igły w palec, auuu, no masakra, boli do teraz. Ale reakcja Werki jak zobaczyła etui wynagradza wszystko.

Oto i on:

















I jak Wam się podoba?


Dorzucam jeszcze lutowy banerek i podaję moją propozycję na marzec. Ja chcę wiosny... świeżej trawki, młodych listków na drzewach... Tak, moja propozycja, to zielony :)

http://danutka38.blogspot.com/2015/02/cykliczne-kolorki-luty-i-zwiastun.html

Dobra, zmykam nakarmić Stefka i idę pograć z mężem ;)

A, no właśnie, kurce wybaczcie mój ostatni brak aktywności, ale jakoś nie miałam za bardzo kiedy na dłużej siąść do kompa. Postaram się poprawić ;)